„Niedyskrecje parlamentarne”: Przełożenie wyborów było pułapką, PiS stanowiskami chce kupić elektorat Konfederacji

„Niedyskrecje parlamentarne”: Przełożenie wyborów było pułapką, PiS stanowiskami chce kupić elektorat Konfederacji

Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin (fot. Wojciech Grzedzinski / newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Jarosław Gowin czeka na wykonanie politycznego wyroku a były prezes Ligi Polskich Rodzin dostaje stanowisko – piszą Eliza Olczyk i Joanna Miziołek.

Jarosław Gowin, lider Porozumienia, siedzi w politycznej celi śmierci i czeka na wykonanie wyroku. Nie dosłownie rzecz jasna. Chodzi o to, że politycy PiS i Solidarnej Polski tylko czekają na to, żeby obwinić Gowina za ewentualną porażkę Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich.

– Jeżeli prezydent przegra walkę o reelekcję, to Gowin zostanie spektakularnie stracony. Nie znajdzie się na listach Zjednoczonej Prawicy w przyszłych wyborach parlamentarnych, a dla jego ludzi będzie tam miejsce tylko wtedy, gdy przejdą po trupie Gowina i jeszcze demonstracyjnie na niego spluną – mówi polityk opozycji.

I chyba ma rację, bo od posła obozu rządzącego słyszymy: „Przełożenie wyborów było pułapką, w którą nas wprowadzono, dając Platformie szanse na restart kampanii. Są ludzie, którzy poniosą za to odpowiedzialność”.

PiS w ostatnich tygodniach usilnie stara się przekonać do siebie elektorat Konfederacji. Według naszych rozmówców robi to nie tylko narzucając tematy światopoglądowe w kampanii, ale i polecając polityków bliskich Konfederacji na stanowiska. I tak na początku czerwca Sylwester Chruszcz został pełniącym obowiązki dyrektora Oddziału Zespołu Elektrowni Dolna Odra. – W zachodniopomorskim wszyscy wiedzą, że Chruszcz dostał stanowisko w zamian za to, by przekonywać zwolenników konfederacji do głosowania na Andrzeja Dudę. To jest oczko puszczone w stronę tego elektoratu – mówi polityk z zachodniopomorskiego.

Sylwester Chruszcz to były prezes Ligi Polskich Rodzin. W wyborach w 2015 roku kandydował do Sejmu z listy ugrupowania Kukiz`15. W październiku 2017 roku przeszedł do koła poselskiego Wolni i Solidarni. W kwietniu 2019 roku ogłosił przejście do klubu Prawa i Sprawiedliwości. W tym samym roku, kandydując z list PiS, nie uzyskał poselskiej reelekcji.

Kosiniaka pogrąży poparcie Trzaskowskiego

Władysław Kosiniak-Kamysz, kandydat PSL na prezydenta, ma poważny problem, co zrobić żeby odnaleźć się w drugiej części kampanii prezydenckiej. – Rzecz w tym, że on już nic nie może zrobić, jego wybory były w maju i sam doprowadził do tego, że się nie odbyły – mówi polityk opozycji nawiązując do roli lidera PSL przy rozmowach z Jarosławem Gowinem w sprawie utrącenia majowego terminu wyborów. I dodaje: – Kosiniakowi-Kamyszowi pozostało tylko jedno: w drugiej turze wyborów prezydenckich wezwać swoich wyborców do głosowania na Rafała Trzaskowskiego, kandydata Koalicji Obywatelskiej. Ale w oczach starych działaczy Stronnictwa tylko go to pogrąży.

Nasz rozmówca uważa, że PiS wykorzysta trudną sytuację Kosiniaka-Kamysza żeby do końca poróżnić go z wiejskim elektoratem. Dlatego jako temat wiodący w kampanii wybrali sobie sprawy światopoglądowe – Kartę Rodziny, ideologię LGBT, adopcję dzieci przez pary homoseksualne.

– PiS dąży do tego, żeby uczynić Trzaskowskiego kandydatem środowisk LGBT i w ten sposób zniechęcić mieszkańców wsi do tego kandydata. Media publiczne, które najlepiej docierają na wieś, nieustannie sączę tę narrację, dlatego Kosiniak-Kamysz, jeżeli poprze Trzaskowskiego, będzie na wsiach stracony – uważa polityk opozycji.

Biedroń bez finansów na billboardy?

Robert Biedroń, kandydat Lewicy na prezydenta, ma coraz mniejsze szanse na osiągnięcie przyzwoitego wyniku wyborczego, który nie byłby dla niego kompromitacją. W ostatnich sondażach plasuje się na szarym końcu wśród poważnych kandydatów, a na dodatek SLD odmówiło mu sfinansowania billboardów w drugiej części kampanii. – Biedroń może liczyć tylko na skromne środki Wiosny – mówi polityk z lewicowej partii.

Według naszego rozmówcy Włodzimierz Czarzasty, lider SLD, uważa, że im słabszy wynik osiągnie Biedroń w wyborach prezydenckich, tym łatwiej będzie go spacyfikować i podporządkować Wiosnę SLD. – Już gruchnęła informacja, że za cztery lata, gdy Robert będzie chciał kandydować do europarlamentu, to nie dostanie jedynki w Warszawie tylko na rodzinnym Podkarpaciu, a w tym najbardziej konserwatywnym regionie Robert ze swoimi poglądami zobaczy figę z makiem a nie mandat – mówi nasz rozmówca.

Jeśli mówimy o pacyfikacji Wiosny, to Krzysztof Gawkowski, przewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy, ma być pierwszą ofiarą rozliczeń po kampanii Roberta Biedronia. – Czarzasty będzie musiał szukać winnych po wyborach i już teraz mówi się, że doprowadzi do tego, że Gawkowski straci stanowisko szefa klubu – twierdzi polityk lewicy. I zdradza, że ostatnie wystąpienia polityka nie podobały się jego koleżankom i kolegom z klubu. – Ile razy marszałek Witek musiała mu zwracać uwagę dotyczącą oczywistych procedur podczas wystąpienia. Zawstydziła go publicznie – mówi nasz rozmówca.

W ubiegłym tygodniu dwie niszowe partie lewicowe – SDPL i WiR – wezwały Biedronia, żeby porzucił kampanię prezydencką jeszcze przed I turą wyborów i swoje głosy przekazał Trzaskowskiemu. – Przy Trzaskowskim mógłby przynajmniej coś ugrać jako wsparcie dla lewego skrzydła, a tak to po prostu zostanie wydrenowany przez SLD – mówi Arkadiusz Kasznia z SDPL. I dodaje, że SDPL i WiR niebawem formalnie ogłoszą swoje poparcie dla Trzaskowskiego. Nie są to duże środowiska, ale ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka.

Szefowie kół z SLD zbierali podpisy na Trzaskowskiego

Jeden z polityków Koalicji Obywatelskiej opisuje nam ciekawą historię. – W momencie, kiedy Rafała Trzaskowski został ogłoszony kandydatem na prezydenta, szefowie kół z SLD zaczęli do mnie dzwonić, że będą zbierać podpisy pod jego kandydaturą – twierdzi polityk KO. I dodaje: – Powiedzieli, że w końcu mają swojego kandydata sugerując, że Robert Biedroń nim nie był.

Część z polityków lewicy żałuje z kolei, że ich kandydatem na prezydenta nie został Adrian Zandberg. – O wiele lepiej poradziłby sobie w kampanii, szczególnie, że ludzie obawiający się o swoją przyszłość, w tym miejsca pracy, potrzebują głosu socjalisty. Adrian świetnie odnalazłby się jako lider na czasy kryzysu – twierdzi nasz rozmówca. I dodaje: – Zandbergowi pozostało komentowanie poczynań rządu w mediach społecznościowych-.

Artykuł został opublikowany w 21/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2
  • kupol lewacki śmieciu

    przecież jełopie nic nie rozumiesz co czytasz i jeżeli w ogóle czytasz
    • Banda dziadów pisowskich zawsze oszukuje i nie umie grać uczciwie, mają to w genach ci oszusci bez honoru

      //