Awantura w Szpitalu Praskim z Kają Godek. Interweniowała policja, aktywistka skierowana na kwarantannę

Awantura w Szpitalu Praskim z Kają Godek. Interweniowała policja, aktywistka skierowana na kwarantannę

Kaja Godek
Kaja Godek / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski
Wydarzenia, które opisujemy, miały miejsce w środę, 10 czerwca. Wtedy znana aktywistka pro-life Kaja Godek przyjechała na SOR do Szpitala Praskiego w Warszawie. Zgłosiła problemy z nerkami.

Z jej relacji wynika, że została rozpoznana jako działaczka antyaborcyjna, co miało skutkować złośliwymi komentarzami ze strony pracowników placówki. Od początku współpraca na linii lekarz-pacjent nie układała się najlepiej.

Szpital wezwał policję, ponieważ Godek nie miała nałożonej maseczki ochronnej. Jak twierdzi: ma stwierdzone problemy z oddychaniem, o czym poinformowała funkcjonariuszy, a ci nie wystawili jej mandatu. Później założyła maseczkę, aby nie potęgować napięcia, które powstało między nią a personelem oddziału.

Następnie została zbadana i podłączona pod kroplówkę w sali, w której byli też inni pacjenci, ale wszyscy mieli być w bezpiecznej odległości od siebie. Podobnie w poczekalni na SOR. Godek twierdzi, że w piątek miała telefon z sanepidu, który podjął decyzję o dwutygodniowej kwarantannie, bo w szpitalu miała mieć kontakt z pacjentem, u którego wykryto koronawirusa.

Według działaczki pro-life Kai Godek została ona skierowana przez szpital na kwarantannę, choć nie miała kontaktu z żadnym pacjentem, i jest to decyzja związana z jej działalnością polityczną.

W recepcji SOR w Szpitalu Praskim potwierdziliśmy informację, że u pacjenta tego oddziału wykryto w środę 10 czerwca koronawirusa. Szczegółowe pytania zadaliśmy też ordynator oddziału, dr Elżbiecie Nazarewskiej, z którą miała sprzeczać się Godek. Zapytaliśmy, czy na SOR był pacjent z koronawirusem i czy skierowano Godek na kwarantannę, a także o to, czy inne osoby również zostały na nią skierowane, a oddział zamknięto. Od ordynator Nazarewskiej uzyskaliśmy tylko wiadomość: „Szpital nie udziela informacji osobom postronnym”.

Szpital nie chce nam przedstawić własnej wersji wydarzeń.

W poniedziałek w imieniu Kai Godek złożono oświadczenie do odpowiedniego oddziału sanepidu (Ożarów Mazowiecki). Czytamy w nim deklarację, że działaczka nie miała w ciągu ostatnich 14 dni kontaktu z osobą zakażoną COVID-19. Godek zapewnia też, że będąc 10 czerwca na SOR w Szpitalu Praskim nie miała kontaktu z żadnym pacjentem. „Oświadczam, że zostałam rozpoznana m.in. przez ordynator oddziału, panią Elżbietę Nazarewską oraz innego pracownika SOR, którzy zaczęli mi robić nieprzyjemne uwagi ze względu na działalność publiczną (przeciw aborcji i LGBT). Prawdopodobnie wpisano do sprawozdania, że miałam kontakt z innym chorym, żeby zrobić mi na złość poprzez nałożenie na mnie kwarantanny” - czytamy w piśmie działaczki do sanepidu.

Źródło: Wprost
 1
  •  
    po co do lekarza, nie lepiej się w kościele było pomodlić o zdrowie, przecież bozia tak zacnej osoby nie oleje

    //