Wybory prezydenckie: Trzaskowski, Duda i atom. Najbardziej obciachowe pomysły tej kampanii

Wybory prezydenckie: Trzaskowski, Duda i atom. Najbardziej obciachowe pomysły tej kampanii

Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda
Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda / Źródło: Newspix.pl / Grzegorz Krzyżewski/Fotonews
Bitwa o wozy wymyślona przez obóz Andrzeja Dudy, językowe ustawki Rafała Trzaskowskiego i awantura o atom to wyróżniające się pomysły kampanii.

Kampania wyborcza to taki czas, kiedy sztaby kandydatów udowadniają, że pojęcie obciachu jest im obce. W tej kategorii dwa pomysły przebiły wszystkie inne. Po pierwsze wymyślona w MSWiA bitwa o wozy strażackie, a właściwie o głosy w gminach do 20 tys. mieszkańców. Pomysł zasadzał się na tym, że gmina, w której frekwencja wyborcza będzie najwyższa w całym województwie, dostanie w nagrodę nowiutki wóz strażacki dla Ochotniczej Straży Pożarnej. Mogłoby się wydawać, iż wozy strażackie, powinny trafiać tam gdzie są potrzebne do gaszenia pożarów, a nie tam gdzie najwięcej mieszkańców pójdzie do urn, a jednak MSWiA uznało inaczej. Inicjatywie tej dodaje uroku fakt, że w gminach do 20 tys. mieszkańców Andrzej Duda ma zdecydowaną przewagę nad rywalami.

Z kolei sztabowcy PO wymyślili, że trzeba dać szansę Rafałowi Trzaskowskiemu, by popisał się znajomością języków obcych.Gdy kandydat Koalicji Obywatelskiej odpowiadał podczas konferencji prasowej na pytanie zadane po angielsku, to jeszcze jako tako to wyglądało. Ale gdy znalazł się dziennikarz płynnie mówiący po polsku a jednak chcący rozmawiać z kandydatem po francusku, to już nawet sympatycy Trzaskowskiego uznali to za ostentacyjną ustawkę. W kontekście tego pomysłu przypomina mi się stwierdzenie prof. Władysława Konopczyńskiego, który podsumowując rządy króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego napisał, że znał on 8 języków ale w żadnym nie miał nic ciekawego do powiedzenia.

Do zabawniejszych rzeczy należy też zaliczyć słowną bitwę o budowę elektrowni atomowej. Co zaskakujące, awanturę o atom rozkręcił Rafał Trzaskowski zadając dramatycznie pytanie, dlaczego o tak ważnej sprawie przesądza się w kampanii wyborczej bez żadnej debaty.

Najwyraźniej kandydat Platformy Obywatelskiej nie pamięta, że to jego partia podjęła decyzję o budowie w Polsce elektrowni atomowej. A zatem miała to chyba przedyskutowane? Może nawet było coś spisane na papierze? Budowę elektrowni atomowej rozpoczął Aleksander Grad, kolega partyjny Rafała Trzaskowskiego już w 2012 roku, obejmując stanowisko szefa spółki powołanej do tej inwestycji. Określił nawet precyzyjnie terminy kolejnych etapów. Otóż wybór wykonawcy zaplanowany był na II kwartał 2015 r. (wtedy jeszcze rządziła PO ale o żadnym wykonawcy nikt nigdy nie usłyszał), decyzje zasadnicza miała być podjęta w 2016 roku a najdalej w 2024 roku elektrownia być gotowa, co sugerowało, że wkrótce popłynąłby od niej prąd. Niestety jedyna elektryzująca rzecz w tej inwestycji to była tłusta pensja prezesa Grada, o której rozpisywały się media.

PiS też zaplanowało budową elektrowni atomowej ale również nie szaleje z terminami. Pięć lat minęło jak z bicza trzasnął i ciągle nic. Dlatego podsycanie w społeczeństwie strachów atomowych przez Rafała Trzaskowskiego i obrona tej inwestycji przez prezydenta Andrzeja Dudę wypada dość zabawnie gdy się o tym wszystkim pomyśli.

Na koniec wisienka na torcie czyli program Rafała Trzaskowskiego, którego nie było przez całą kampanię i pojawił się w przedostatnim dniu, a kandydat tłumaczył brak tegoż programu faktem, że miał mniej czasu niż inni, by go napisać. Gdyby to była powieść, czy literatura faktu to rzeczywiście czas ma tu znaczenie. W miesiąc tylko jeden pisarz w Polsce jest w stanie machnąć całą książkę. Ale program to co innego. Tak doświadczony polityk jak Trzaskowski i umówmy się - już nie młodzik - powinien od lat wiedzieć, co chciałby w Polsce zmienić. Ale najwyraźniej musiał się tego najpierw dowiedzieć w kampanii.

Czytaj także:
Trzaskowski opublikował program wyborczy. Związki partnerskie i gwarancja utrzymania 500 plus

Źródło: Wprost
 1
  • Na dzisiaj wszystkie przesłanki wskazują jednoznacznie, że lokalizacja elektrowni jądrowej na Pomorzu wydaje się być optymalna mówił 1 września 2010 roku Donald Tusk.
    Rok później, Sejm przyjął na wniosek rządu Tuska pakiet ustaw umożliwiających budowę w Polsce elektrowni jądrowych. Sprzeciw wyraził tylko jeden poseł. Pakiet legislacyjny był szeroko konsultowany ze społeczeństwem na kilku etapach (projekt założeń, projekt ustawy, rozporządzenia). Także w 2011 roku rząd Tuska wpisał energetykę jądrową do „Narodowego programu gospodarki niskoemisyjnej” jako istotne rozwiązanie obniżenia emisyjności w energetyce.
    Prąd z polskiej elektrowni jądrowej powinien popłynąć w 2020 r.

    Zakładamy, że od początku roku 2016 r. rozpocznie się cykl prac związanych bezpośrednio z inwestycją, czyli pozwolenie na budowę i budowa pierwszego bloku pierwszej elektorowi jądrowej, a także rozpoczęcie budowy kolejnych bloków i elektrowni

    — mówił wówczas Tusk, dodając, że w latach 2020-2030 nastąpi rozbudowa projektu o kolejne bloki i kolejną, drugą elektrownię jądrową.

    Atom przyświecał rządom Tuska także w 2012 roku. Wówczas jego rząd przyjął „Strategię rozwoju kraju 2020”, w której istotną rolę w energetyce przewidziano właśnie dla energetyki jądrowej. Kolejnym dokumentem była „Koncepcja przestrzennego zagospodarowania kraju”, która uwzględniała konieczność budowy elektrowni jądrowych. Prezesem dwóch spółek jądrowych został Aleksander Grad, były szef resortu Skarbu Państwa. Jego pensja sięgała ok. 100 tysięcy złotych.

    100 tysiecy na miesiac lemingi !!!!!

    Wreszcie, w 2014 roku, rząd Tuska przyjął „Program polskiej energetyki jądrowej”. Poprzedzony został kilkukrotnymi i długotrwałymi konsultacjami społecznymi, w tym transgranicznymi. Program to mapa drogowa do budowy elektrowni jądrowych w Polsce. stanowił zielone światło do rozpoczęcia inwestycji.

    Warto zauważyć, że spółka jądrowa do tego czasu miała już sześć zarządów. !!!!!

    skromność
    skromność
    skromność

    Od słów Donalda Tuska o tym, że w 2020 roku w Polsce popłynie prąd z elektrowni atomowej minęło już 11,5 roku. To krótkie podsumowanie działań rządu PO-PSL w sprawie budowy elektrowni atomowej w Polsce pokazuje, jak puste były jego słowa. Zdaje się, że najlepiej na tym wszystkim wyszedł Aleksander Grad, który zarobił swoje jako szef aż dwóch atomowych spółek. Podnoszenie larum wokół sprawy i krytyka rozmów prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem USA Donaldem Trumpem przez Rafała Trzaskowskiego czy Borysa Budkę jest po prostu hiPOkryzją.

    //