Paweł Piskorski: „Matematyka jest teraz wyraźnie po stronie Andrzeja Dudy”

Paweł Piskorski: „Matematyka jest teraz wyraźnie po stronie Andrzeja Dudy”

Paweł Piskorski (fot. www.newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Były prezydent Warszawy Paweł Piskorski w wywiadzie dla „Wprost” ocenia wyborcze szanse Rafała Trzaskowskiego.

Kto wygra te wybory?

Na początku muszę zaznaczyć dwie rzeczy: Po pierwsze nie jestem obiektywny, bo głosuję na Rafała Trzaskowskiego i chciałbym, żeby on te wybory wygrał. Po drugie nie będę mimo to oceniał sytuacji jak partyjny propagandzista tylko tak fair, jak potrafię. Propagandzistą byłem jako szef kilku kampanii wyborczych uznawanych wówczas za jedne z najlepszych, ale dziś to już zadanie innych.

Zatem muszę stwierdzić, że wyzwanie po I turze jest niezwykle trudne. To, jak rozłożyły się głosy, jak wypadli pozostali kandydaci oznacza, że przed sztabowcami Rafała Trzaskowskiego bardzo poważne wyzwanie, bo kandydat KO musi zdobyć kilkakrotnie więcej głosów niż Andrzej Duda by wygrać te wybory.

Czyli matematyka nie jest teraz po stronie Rafała Trzaskowskiego?

Nie. Matematyka jest teraz wyraźnie po stronie Andrzeja Dudy, choć nie uda mu się pewno uruchomić tej części najstarszego elektoratu, który w obawie przed pandemią został w domu. Wprawdzie zasoby, z których Rafał Trzaskowski mógłby wziąć głosy, są teoretycznie większe, ale jeśli by nawet założyć, że cała demokratyczna opozycja przerzuciłaby swoje głosy na niego, to nadal nie ma większości.

Natomiast pozyskanie dużej części elektoratu pana Bosaka wydaje się skrajnie mało prawdopodobne.

Ale dlaczego? Oni są wolnorynkowi. Rafał Trzaskowski mówi, że też.

Przestrzegałbym sztabowców Trzaskowskiego przed zbyt ostentacyjnym i bezkrytycznym zabieganiem o wyborców pana Bosaka bo staje się to już tematem wielu dowcipów a co gorsza może zrazić elektorat niechętny Konfederacji. To jest bardzo trudne wyzwanie. Dla tej części wyborów Konfederacji, dla której najważniejszy jest wolny rynek i niechęć do wydawania „naszych pieniędzy na darmozjadów” Trzaskowski podpisujący się pod nowym zawołaniem PO „damy Wam wszystko co daje PiS a nawet więcej” nie jest zbyt wiarygodny. Jeszcze gorzej jest wśród tych, którzy przeciwstawiają swoje pojmowanie interesu narodowego wartościom europejskim i liberalnym.

Wydaje mi się, że Duda ma większe szanse na pozyskanie tej części elektoratu Bosaka, która w ogóle weźmie udział w II turze. Trzaskowski powinien zaś odnowić liberalny język w sprawach gospodarczych.

A co z pozostałymi elektoratami, już prawie skonsumowanymi w tych wyborach.

Mamy dwa elektoraty „prawie skonsumowane” i jeden znaczny – kluczowy. Skonsumowany to elektorat lewicowy pana Biedronia i PSL-owski pana Władysława Kosiniaka-Kamysza. Wydaje mi się, że zostały przy nich twarde części elektoratu. Jeśli chodzi o PSL, to prawdopodobnie jest to najwierniejsza część elektoratu, która nie głosowała na Koalicję Europejską w wyborach europejskich, dlatego że PSL był w towarzystwie, które im się nie podobało.

Nie wierzę w to, że 100 proc. z tych 2 proc. wyborców Kosiniaka odda głos na Trzaskowskiego. Bardziej chętni do poparcia będą wyborcy Roberta Biedronia, ale pamiętajmy, że elektoraty tych dwóch kandydatów to małe liczby.

Kluczowy jest elektorat Hołowni. Pan Hołownia, który chce tworzyć konkurencyjny projekt,nie jest zainteresowany wzmacnianiem Platformy. Jednak walcząc o ten sam elektorat, nie może tak zupełnie zdystansować się od obu rywali. I tak na niego spadną gromy, że z powodu jego dystansu „nasza strona” przegrywa. Ma prawdziwie trudny wybór.

Z mojej perspektywy Hołownia powinien się znacznie bardziej zaangażować w zwycięstwo Rafała a nie tylko z grymasem mówić o mniejszym źle.

To dało by realną szansę na przełamanie monopolu PiS, który zagraża wszystkim a nawet podkopuje fundamenty naszej demokracji. Wiem, że może myśleć, że zapłaci za to zmniejszoną zdolnością konkurencji z PO, ale powinien przewidzieć, co się stanie, jeśli tego nie zrobi. Jeśli tak się nie stanie, to wszystkie procenty partii opozycyjnych dodane do poparcia Trzaskowskiego, to nadal mniej głosów niż ma Duda. To prowadzi do wniosku, że jego sztab musi szukać jakiegoś nadzwyczajnego sposobu, żeby 600, 700 tys. nowych ludzi poszło zagłosować przechylić szalę. Strasznie trudne.

To co miałby zrobić Hołownia, żeby wesprzeć Trzaskowskiego?

Otwarcie zaangażować się w jego kampanię. Jeśli cała strona opozycyjna obudzi się 13 lipca z przekonaniem, że przegraliśmy wybory, bo się nie wsparliśmy, to wszyscy będziemy mieli kaca.

Cały wywiad publikujemy też w najnowszym wydaniu e-Wprost
Źródło: Wprost
 0

//