Fatfobia Anny Lewandowskiej. „Oddajmy głos grubym”

Fatfobia Anny Lewandowskiej. „Oddajmy głos grubym”

Otyłość - ilustracja
Otyłość - ilustracja / Źródło: 123RF / bowie15
Dla Ani Lewandowskiej strój grubej osoby, to coś, co założy na kilka minut, powygłupia się i zdejmie. Ale dla wielu ludzi to nie jest strój, to ich życie. Coś, co sprawia, że są dyskryminowani, z czym codziennie się mierzą. Zakładanie stroju w celach satyrycznych to wyraz skrajnego braku empatii i obrażanie tych osób. Ciała niemieszczące się w kanonach to nie jest żart – w rozmowie z „Wprost” mówi Maja Staśko, aktywistka, publicystka, krytyczka literacka. Autorka książki ,,Gwałt to przecież komplement. Czym jest kultura gwałtu?".

Czym jest fatfobia?

To dyskryminacja ze względu na wagę, a konkretniej, dyskryminacja osób grubych. Nie warto mówić o fatfobii jako o lęku i strachu, bo w tym przypadku jest dokładnie jak z homofobią: to dyskryminacja przejawiająca się przemocą symboliczną, werbalną, seksualną, czasem nawet fizyczną wobec osób, które po prostu nie wpisują się w kanon atrakcyjności. Bo nie chodzi tu o zdrowie.

To gdzie się kończy troska o zdrowie osoby plus size, a zaczyna fatfobia? Chodzi mi oczywiście o symboliczną granicę w odnoszeniu się do kwestii osób grubych.

Są to dwa zupełnie różne zjawiska – fatfobia jest wyrządzaniem krzywdy: obrażaniem, wyśmiewaniem, poniżaniem. To przeciwieństwo troski. To, że przemoc, czy dyskryminacja jest uznawana za troskę o zdrowie, wynika z faktu, że od wielu lat promowany jest jeden model zdrowia, atrakcyjności, jedna sylwetka - jako zdrowa sylwetka. Zwykło się uważać, że osoba szczupła jest osobą zdrową.

Nie jest tak?

Odpowiem pytaniami. Dlaczego chcemy decydować o trybie życia osób grubych, a nie robimy tego z osobami pijącymi alkohol – chociaż oni wprost sobie (i innym) szkodzą, a osoby grube nie? Dlaczego gdy chodzi o otyłość tak chętnie diagnozujemy ludzi, choć nie jesteśmy lekarzami? Przecież dopóki nie poznamy wyników badań, od badań krwi, po opinię psychiatry, nie możemy powiedzieć, czy to ciało, które widzimy, jest okazem zdrowia.

A gruba sylwetka to niekoniecznie chora sylwetka. Otyłość jest chorobą, grubość to jest wyłącznie „estetyczny” opis jakiegoś ciała. Co więcej, ściśle związany z kanonami urody, modą. Przecież w renesansie i baroku, było odwrotnie. To szczupłe kobiety uznawano za chore.

A jeśli osoba jest otyła, chora – to też nie jest powód do wykluczania jej i stygmatyzacji. Każda chora osoba zasługuje na leczenie. Potrzebujemy powszechnej ochrony zdrowia i dobrych warunków pracy dla pracowników medycznych, a nie „dobrych rad” i inwektyw od anonimowych internautów pod zdjęciami grubych osób.

Obecna dyskusja to dyskusja o estetycznych zależnościach, które niewiele mają wspólnego z nauką, czy zdrowiem. Bywa przecież, że osoby szczupłe nie chodzą do lekarza, bo za pewnik biorą to, że są zdrowe. A zaburzenia odżywiania postrzegają, jako dbanie o zdrowie.

Artykuł został opublikowany w 32/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2
  •  
    nie każdy musi być ładny, mieć udany sex, ładną partnerkę i być bogaty, jak ktoś woli zeżreć 4 świnie do roku to niech ma pretensje do siebie samego a reszta co chce sukcesu to brać się za siebie i trzymać samodyscyplinę na max
    • Ja nie będę pouczał celebrytki o dobrym wychowaniu ,które wymaga spojrzenia na siebie i również na swoje cechy genetyczne są nie do zatrzymania wycinaniem części żołądka,odsysaniem jaki wstrzykiwaniem podskórnych świństw.robiących z kobiety napompowanego ufoluda.
      Naigrywanie się z otyłych,małych i łysych jest gorsze od socjalizmu w postaci lgbt-q.wa!

      //