„Rak jest groźniejszy niż COVID. Stać cię na nową spódnicę? Idź zrób USG prywatnie"

„Rak jest groźniejszy niż COVID. Stać cię na nową spódnicę? Idź zrób USG prywatnie"

Robert Szulc i Joanna Górska, fot. Aneta Zamielska
Robert Szulc i Joanna Górska, fot. Aneta Zamielska
– Można sobie wyobrazić, że dziś ok. 19 tysięcy osób w Polsce żyje z rakiem, o którym nie wie. Ludzie nie są świadomi, że rak jest groźniejszy od koronawirusa – mówi dziennikarka Polsat News Joanna Górska. – Tymczasem wczesne wykrycie, to życie, czego przykładem jest Asia – dodaje Robert Szulc, podróżnik, jej partner. Wspólnie napisali książkę „Dziad. On silny, my silniejsi. O naszej walce z rakiem”. W rozmowie z „Wprost” mówią o syndromie stresu pourazowego, seksie w czasie leczenia i tym, jak w czasie chorowania ważne jest wsparcie.

Słowo „dziad” na dobre weszło do waszego języka?

Joanna Górska: Nie wiem skąd ono się wzięło. Nie zastanawiałam się nad tym. Biopsja cienkoigłowa dawała tylko informacje o tym, że są komórki nowotworowe nieokreślonego typu, wiedzieliśmy, że jest nowotwór, ale nie wiadomo było jaki. Kiedy więc dostałam wyniki biopsji gruboigłowej, wydruk z informacją, że to guz trójujemny, który jest zagadką dla medycyny i że kilka lat temu kobiety z jego powodu po prostu umierały i że agresywność tego nowotworu wynosi 95 procent, a lekarz dodał, że biologia guza jest bardzo zła, że takie przypadki ciężko się leczy, pomyślałam sobie: „Tak? Taki jesteś silny? Ja jestem silniejsza. Wypierdalaj dziadu”.

Nie wiem, skąd mi się to wzięło, skąd ten „dziad”, nie „raczek”, nie „guzek”, tylko „dziad” z całym negatywnym wydźwiękiem, ciężarem tego słowa. Potem, na zasadzie złości i wypieprzania „dziada”, działałam przez wszystkie miesiące leczenia.

„Dziad” był potworny, wyprowadzał mnie z równowagi, chciał mnie dobić, ale to ja dobijałam go chemią. Strzelałam z armaty, choć wytaczane przeze mnie działa trafiały także we mnie. Pocieszałam się, że jeśli mnie boli, to jego też. Że go niszczę.

Robert Szulc: Mieliśmy swojego „dziada”, z którym musieliśmy się zmierzyć. Jest wiele osób, które oswajają raka, my tego nie robiliśmy. Przyjęliśmy, że to nasz wróg.

J.G.: Gdy dostawałam chemię, zaczynałam widzieć czerwony płyn płynący w moich żyłach, pokazywałam środkowy palec i mówiłam na głos, przy obcych ludziach: „wypierdalaj”.

R.S.: Teraz z „dziadem” rozprawiamy się w książce („Dziad. On silny, my silniejsi. O naszej walce z rakiem” wyd. Burda Książki – red.). Żegnamy się z nim. Pokazujemy, że silni sobą stoczyliśmy bój. Choć przecież wciąż nie można powiedzieć, że Asia nie jest zdrowa. Jest w remisji. Mamy dużo pokory do tej choroby.

J.G.: Stoczyliśmy bitwę. Wojna trwa.

Artykuł został opublikowany w 36/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

//