Kiedy odradzam spłatę kredytu. Poradnik Krzysztofa Oppenheima

Kiedy odradzam spłatę kredytu. Poradnik Krzysztofa Oppenheima

Ramy prawne - chwilówki
Ramy prawne - chwilówki
Każda złotówka wydana na spłatę jakiejkolwiek pożyczki – w opisanej sytuacji, to jak pieniądze wyrzucone do studni. A takich działań nikomu nie polecam, nawet osobom zamożnym.

O, widzę, że na mój dzisiejszy wykład o antywindykacji przyszło sporo osób. Co się stało? A, tytuł Państwa zainteresował. Bo trudno uwierzyć, że ktoś na poważnie będzie namawiał do niespłacania kredytów? To nie do końca jest tak. Po to się bierze kredyty, żeby je spłacać. Myślę tu o uczciwych osobach, bo z oszustami nie chcę mieć nic wspólnego. Ale życie lubi nam płatać figle. Niekoniecznie wesołe. I niekiedy trzeba podjąć odpowiednią decyzję, niekiedy bardzo trudną. W pełni świadomie. I nie zawsze będzie to wyjście z sytuacji, które spodoba się tzw. „obrońcom moralności”. Zresztą: po prostu posłuchajcie.

Zacznę nietypowo. Ze świadomym niepłaceniem rat kredytów, jest podobnie jak z alkoholem. Każdy się lubi czasem napić, choć tłuką nam do głowy, że alkohol szkodzi zdrowiu. A, widzę pan w drugim rzędzie podnosi rękę. Że co, że wcale pan nie pije? Jest pan abstynentem? No to szacun! Umrze pan zdrowszy. Czy ktoś jeszcze z Państwa jest zagorzałym wrogiem picia alkoholu? Nie widzę. Więc reszta osób lepiej zrozumie porównanie, które zastosuję.

Tylko ludzie głupie nie piją przy zupie!

Otóż otacza nas nieprzebrana ilość zakazów i nakazów. Czasem mądrych i słusznych. Ale znacznie częściej zdarza się odwrotnie. Tak jest z alkoholem. Szkodzi bardzo. Podobno. Taki dostajemy przekaz od dziecka. A prawie wszyscy piją. Dlaczego? Bo się przekonali, że prosty rachunek zysków strat prawie hamletowskiego wyboru: pić czy nie pić, wychodzi na korzyść picia. Byle z umiarem. Byle z sensem. To, że tolerujemy w naszej kulturze spożywanie alkoholu, nie oznacza wcale, że trzeba się nim poić od rana i codziennie. Ale żeby od czasu do czasu się nie napić? Nie no, bez żartów!

Dam kilka przykładów. Czy wyobrażają sobie Państwo Sylwestra bez alkoholu? Albo chrzciny? Nie bardzo, prawda? A może wesele? Nie muzułmańskie. Nasze. Polskie. Że co? Żebym sobie nie żartował? Albo romantyczną randkę, na której iskrzy że hej, a do kolacji zamiast dobrego wina podajemy maślankę? Rękę, jak widzę, znowu podnosi pan w drugim rzędzie. Nie widzi w tym nic dziwnego? Bo maślanka zdrowsza i nie szkodzi? Ale jak pan widzi wszyscy wokół się śmieją. Pewnie mają inne zdanie w tym temacie. Bo widzi pan, jak mawiają słowa znanej piosenki: w życiu liczą się tylko chwile. I warto je celebrować. Alkoholem. Najlepiej dobrym. A nie maślanką.

No dobrze, nie będę tego wątku ciągnął. To był tylko przykład, że zakazy zakazami, a ludzie robią swoje. Piją, choć to szkodzi zdrowiu. No cóż, pana w drugim rzędzie i tak nie przekonam w tej kwestii, ale jest pan w tym względzie w zdecydowanej mniejszości. Tyle wstępu. Przejdźmy zatem do tematu wykładu.

Jest tak: z niepłaceniem kredytów, jest podobnie jak z każdym innym zakazem. Zanim ślepo uwierzysz w jego zasadność, przemyśl dobrze sprawę. Przefiltruj daną kwestię przez swój umysł. Nazywa się to przetwarzaniem danych.

Czytaj też:
Poradnik Krzysztofa Oppenheima: I Ty zostaniesz antywindykatorem!

Można w sposób oczywisty stwierdzić, że niepłacenie zobowiązań kredytowych nie powinno mieć miejsca. Zwykle się to zupełnie nie opłaca, bowiem rodzi za sobą konkretne problemy. I to wcale niemałe. Stałe towarzystwo windykatorów, komorników, sprawy sądowe, zła historia BIK – takie są konsekwencje, a te raczej do przyjemności nie należą. Ale również tutaj, tj. przy spłacie zobowiązań, w każdym konkretnym przypadku, należy zrobić rachunek zysków strat.

Naliczyłem aż 6 sytuacji, kiedy odradzam spłatę zobowiązań finansowych. W pełni świadomie: kierując się w pierwszej kolejności czystą ekonomią, a nie emocjami. I nie przejmując się polityczną poprawnością.

1. Jestem ofiarą pętli kredytowej

W obecnych czasach takie sytuacje zdarzają się naprawdę często. Zbyt często. A wiesz czemu? Bo ofiarami „pętli” stają się osoby, które za wszelką cenę chciały być w porządku wobec systemu. I za bardzo sobie uwewnętrzniły prikaz, iż kredyty trzeba spłacać. Zawsze. Bezwarunkowo.

Jednak w pewnym momencie następuje otrzeźwienie. Zwykle mocno za późno. Paru moich klientów nazbierało ponad 50 produktów pożyczkowych. Nazywamy ich pieszczotliwie „kolekcjonerami”. Zdarza się u zapętlonych, że wysokość rat przekracza czasem ponad pięciokrotnie uzyskiwany przez te osoby dochód.

Co wtedy robić? Które zobowiązania spłacać? Może te najmniejsze – bo wtedy części długów można się pozbyć? A może tylko kredyty bankowe? No bo te są najważniejsze. Odpowiedź jest prosta: żadnych! Każda złotówka wydana na spłatę jakiejkolwiek pożyczki – w opisanej sytuacji, to jak pieniądze wyrzucone do studni. A takich działań nikomu nie polecam, nawet osobom zamożnym.

Od tej prostej zasady totalnego braku spłaty rat, są jednak wyjątki. Konkretnie, wyjątkiem może być jedynie kredyt zabezpieczony, np. poprzez poręczenie osoby trzeciej. Jednak jeśli są to tzw. „puste długi”, czyli nie posiadające żadnego zabezpieczenia – zero spłat! I to od zaraz! Jak zatem w tak tragicznej sytuacji funkcjonować? Opowiem o tym innym razem.

2. Całkowita, trwała utrata płynności finansowej

Różne mogą być tego powody. I rodzinne: mąż, jedyny żywiciel rodziny, odchodzi do innej, zapominając nie tylko o żonie, ale także o wspólnych kredytach. I zdrowotne: wypadek, który uniemożliwia pracę w wyuczonym, dobrze płatnym zawodzie.

Albo coś z ostatnich miesięcy: firma kompletnie zniszczona przez COVID-owe ograniczenia. Na przykład taka od eventów lub zajmująca się transportem międzynarodowym. Powód utraty płynności finansowej jest w sumie mało istotny.

Jeśli zdarzy ci się taka sytuacja (czego, rzecz jasna, nie życzę) natychmiast odpuść spłatę wszystkich zobowiązań finansowych - mam na myśli „puste długi”, czyli te niezabezpieczone. Dlaczego? Bo jeśli rady tej nie posłuchasz, to znajdziesz się dość szybko w grupie opisanej w punkcie poprzednim. Wcześniej pozbywając się wszystkich oszczędności. Często także zapożyczając się u rodziny. Wystrzegaj się takich działań jak ognia!

Czytaj też:
Poradnik Krzysztofa Oppenheima: Jak wyjść z długów? Oni mają na to sposób

3. Biznes nie wyszedł. Albo się wywrócił.

Banki często finansują działalność gospodarczą, co prawda ostatnio mniej chętnie. Nierzadko wręcz same wciskają przedsiębiorcy jakieś finansowanie: albo linię odnawialną w koncie firmowym, albo pokaźną pożyczkę. Czasem pożyczą środki na projekt, ale wcześniej musisz przedstawić biznesplan. Jak się nie spodoba, kasy nie dostaniesz.

No dobrze, ale co wtedy, jeśli coś w tym przedsięwzięciu pójdzie nie tak? A ty masz do spłaty np. 500 tys. zł, które bank w ten projekt wpompował.

Zadam ci proste pytanie: czy kredyt dostałeś z tego powodu, że w banku bardzo cię lubią i dyrektor chciał ci pomóc? Tak po ludzku, z dobrego serca? Czy może także chcieli na tym zarobić? No właśnie.

Ja zarabiam – bank zarabia. Ja tracę – bank traci. Proste jak drut, nieprawdaż? Przecież mogli przewidzieć, że biznes się rypnie. Od czego mają departament ryzyka? Wniosek oczywisty: bank także musi się liczyć z konsekwencjami błędnych decyzji biznesowych. Spłatę kredytu możesz odpuścić.

4. Zabezpieczenie jest znacząco mniej warte od kwoty kredytu

Sytuacja dość często spotykana u frankowiczów. Mieszkanie warte 400 tys. zł, a dług – wedle banku – wynosi 150 tys. CHF, czyli ponad 600 tys. zł. No i po co to spłacać? To ekonomiczny absurd! Bo to tak, jakbyś „kupował” od banku swoje mieszkanie za cenę równą 150 proc. jego wartości, a dodatkowo płacił bankowi odsetki. I wciąż będziesz narażony na ryzyko kursowe!

Uwaga! Chyba nie zapomniałeś o najważniejszym: przecież to ty jesteś właścicielem mieszkania, a nie kredytodawca! Jak nie wierzysz, to sprawdź dział drugi księgi wieczystej. Więc skoro masz już to mieszkanie i możesz z niego korzystać bez żadnych ograniczeń, to po co masz je „kupować” od banku? Widzisz tu jakiś sens takiego działania? Natychmiast odpuść więc spłatę toksycznego kredytu!

5. Kiedy cały twój wolny dochód przeznaczasz na raty kredytów

Wyobraź sobie taką sytuację. Dobrze zarabiasz, korzystasz z bankowych kredytów i posiadasz ich kilka na łączną kwotę np. 500 tys. zł. I wszystko jest super, bo świetnie ci idzie. Do czasu. Pewnego niezbyt pięknego dnia, tracisz pracę, a rynek daje ci ledwie 50 proc. tego, co zarabiałeś wcześniej. Na przykład możesz dostać góra 8 tys. zł na rękę. Niby dużo. Ale raty kredytów to łącznie 5 tys. zł. Robisz rachunki i wychodzi, że jakoś dasz radę ogarnąć niezbędne wydatki i spłatę rat. Ale na nic więcej ci nie starczy.

Mam do ciebie trudne pytanie. Czy w takiej sytuacji warto się zarzynać, na wszystkim oszczędzać, wszystkiego sobie odmawiać, żeby terminowo obsługiwać kredyty? Zastanawiasz się? To podpowiem: pomyśl o dzieciach, pomyśl też o atmosferze, jaka będzie panowała w domu.

Oto moja rada: nie warto być za taką cenę porządnym kredytobiorcą. Bank i tak tego nie doceni, a twoje życie rodzinne legnie w gruzach. Mówię to z absolutnie pełnym przekonaniem.

6. Kiedy bank odmówił ci restrukturyzacji i zmniejszenia rat

O takich przypadkach (i dlaczego tak się dzieje) pisałem w poprzednim odcinku Poradnika. Jeśli lekturę tę czytałeś, to wiesz już, że bank nawet się może ucieszyć, kiedy zaprzestaniesz spłaty rat. Bo wtedy więcej zarobi.

Ale jest też inny argument, który bardzo często przytaczam w podobnych przypadkach. Zdarza się, że nie stać cię na spłatę rat wedle harmonogramu, bo coś się wydarzyło. Nie ma znaczenia co. Ale dalej chcesz dług ten spłacać, tylko w mniejszych ratach. Prosisz więc kredytodawcę o niższe raty. Na to bank ci odpowiada – bujaj się!

Jak możesz to zinterpretować? W jedyny możliwy sposób: bank z premedytacją odmówił przyjęcia zwrotu kapitału! A skoro tak, możesz uznać, że zwolnił cię ze spłaty zobowiązania. Całkowicie. Widzisz, a niektórzy mówią, że banki są niedobre… A tu taki prezent!

No i jak proszę Państwa, czy moje argumenty do Państwa trafiły? Widzę, że pan w drugim rzędzie kręci głową. Czyli pana nie przekonałem. No dobrze, zatem spróbujmy inaczej. Podejdźmy do sprawy naukowo. Uczynię to już w następnym odcinku Poradnika, który ukaże się pod tytułem:

Nauka ci podpowie, kiedy i dlaczego nie powinieneś spłacać kredytów

Czytaj też:
Wpadłeś w długi i przepisałeś majątek na rodzinę? Uważaj, nim podpiszesz ten wniosek

Artykuł został opublikowany w 38/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  •  
    Wlasnie dzieki takiemu mysleniu jest jak jest-ze wszystkim. Dlatego wlasnie kredyty koszuja ile kosztuja i mniej zamoznym trudno je dostac. Dlatego kazde ubezpieczenie jest takie drogie.
    I wiele innych.
    Bo zawsze jest banda cwaniaczkow, ktorzy zrobia wszystko, by kazdy system doic, zamiast z niego kozystac. A normalni ludzie, ktorzy rozumieja, ze np pozyczone pieniadze sie oddaje, musza potem za to cwaniactwo placic. Bo to od nich bank sobie wezmie te brakujace pieniadze.

    //