Ubierasz dziecko „na cebulkę”? W innych krajach to nie do pomyślenia. Tak wygląda hartowanie na Zachodzie

Ubierasz dziecko „na cebulkę”? W innych krajach to nie do pomyślenia. Tak wygląda hartowanie na Zachodzie

Metoda „na cebulkę” praktykowana jest głównie w Polsce
Metoda „na cebulkę” praktykowana jest głównie w Polsce / Źródło: Pixabay
Bez czapki i szalika w listopadzie? Gołe nogi w grudniu? Trampki w styczniu? Tak! Na Zachodzie Europy i w krajach skandynawskich to norma, za to nasze polskie ubranie „na cebulkę” budzi tam zdziwienie. Przyzwyczajanie do zimna od najmłodszych lat sprawdza się, co potwierdzają także i polscy lekarze. Jak więc wygląda hartowanie w innych krajach?
Autor: Olga Zdanowicz

Podobno polskie dziecko na Zachodzie czy w krajach skandynawskich, najłatwiej rozpoznać jesienią i zimą. Dlaczego? Bo jako jedyne przy kliku stopniach na plusie będzie miało na sobie zimowy kombinezon, kozaki, szalik i czapkę. Potwierdzi to każdy Polak mieszkający w Norwegii, Szwecji, Holandii czy w Wielkiej Brytanii. Ja, wydawało mi się zwolenniczka hartowania, przeżyłam szok, będąc w Niemczech. Koniec grudnia, ok. 3-4 stopnie powyżej zera, wiatr. Ubrana w ciepły płaszcz, czapkę i szalik, a niemieckie dzieci? Biegają po parku w bluzie, rozpiętym bezrękawniku (tak, bezrękawniku) i z gołą głową. A przecież to wcale nie Niemcy słyną z zimnego chowu. W innych krajach bywa jeszcze „gorzej”. Kto więc popełnia błąd? Polacy, miłośnicy piecuchowania, czy Norwegowie spacerujący w listopadzie z niemowlakami bez skarpetek?

Artykuł został opublikowany w 39/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

//