Dramat rodziców zaginionej Kingi Kozak z Buczkowic. „To nie nasza córka”

Dramat rodziców zaginionej Kingi Kozak z Buczkowic. „To nie nasza córka”

Kinga Kozak
Kinga Kozak / Źródło: Zdjęcie z archiwum rodziny Kingi Kozak
Po rozprawie rozwodowej Kinga Kozak zniknęła z domu, w którym dwa dni potem znaleziono zwłoki jej męża. Kilka miesięcy później na brzegu Wisły natrafiono na czaszkę. Zdaniem śledczych należała do zaginionej kobiety i rodzina Kingi powinna pochować te szczątki. Rodzice nie godzą się na to, bo są przekonani, że ich córka żyje. Nadzieja pojawiła się 17 stycznia 2020 roku. Wówczas tramwajem w Warszawie miała podróżować kobieta, która zdaniem Ewy i Stanisława Jakubskich jest ich córką. – Mamy pewność, że na tym nagraniu jest Kinga. Także nasza wnuczka rozpoznała na zdjęciach z monitoringu swoją mamę – zapewnia Jakubska.

13 sierpnia 2018 roku Kinga i Zbigniew Kozakowie spotkali się na sprawie rozwodowej w sądzie w Bielsku-Białej. Miała to być ostatnia rozprawa, jednak nie dogadali. Zbigniew nie zgodził się na rozwód. 16 sierpnia w domu małżonków odnaleziono zwłoki mężczyzny. Zwisały ze strychu nad schodami. Trzy dni wcześniej po raz ostatni widziano Kingę. Zabiła męża i uciekła? A może to Zbigniew zamordował żonę i popełnił samobójstwo? Ponad dwa lat po tych zdarzeniach prokuratura uznała, że było jeszcze inaczej: Kinga poniosła śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku, a Zbigniew rozstał się z życiem z powodu odrzucenia przez żonę. Jednak to tylko przypuszczenia, gdyż nie zostawił żadnego listu pożegnalnego.

Artykuł został opublikowany w 45/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0