Strażnicy wcielili się w rolę więźniów. W ruch poszły pięści, pałki i miotacz z gazem. Zaskakujący finał eksperymentu w Chełmie

Strażnicy wcielili się w rolę więźniów. W ruch poszły pięści, pałki i miotacz z gazem. Zaskakujący finał eksperymentu w Chełmie

Zakład Karny w Chełmie
Zakład Karny w Chełmie / Źródło: Zakład karny w Chełmie
Dłużnik to aktor, który gra rolę społeczną. Czy trudno wyjść z tej roli? Potrzeba „czegoś” i „kogoś”, aby wyjść z pętli. Z „pętli zadłużenia”, ale przede wszystkim z pętli własnych przekonań. Przekonań, że tak trzeba, że inaczej się nie da, że to „ich” wina, że taki „mój los”. I to niezależnie, czy w te przekonania „wpakowała” nas rzeczywistość której doświadczyliśmy, czy też dokonaliśmy kiedyś świadomego wyboru jakiejś drogi. Kilka lat temu, w więzieniu w Chełmie prowadzono ćwiczenia. Jaki był efekt eksperymentu?

Wprowadzenie

Człowiek jest istotą społeczną. Łatwo wchodzi w role, które są mu „przypisywane”. I to niezależnie, czy na tę rolę się zgadza, czy też nie. „Wejście” w rolę – świadome lub nieświadome, dobrowolne lub wymuszone – jest fundamentem społecznego funkcjonowania. A jest w społeczności miejsce na wiele ról – chociażby na rządzących i rządzonych, pracodawców i pracowników, ale także wierzycieli i dłużników. To, którą rolę przyjmiesz i w której zostaniesz, zależy od Ciebie. Ale, czy na pewno? Ma tu coś do powiedzenia nasza ludzka natura.

Więźniowie i strażnicy

Kilka lat temu, w więzieniu w Chełmie prowadzono ćwiczenia. Zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń, po nieudanej próbie negocjacji ze zbuntowanymi więźniami, antyterrorystyczny oddział interwencyjny wytrenowany w tłumieniu buntów, „uzbrojony” w kaski, długie pałki i tarcze miał zepchnąć buntowników do rogu spacerniaka, obezwładnić ich i skuć, po czym odstawić do specjalnej celi bez okien. Tyle scenariusza.

Rzeczywistość przerosła jednak wyobrażenia organizatorów.

Rolę więźniów – buntowników (tak zwanych „pozorantów”) wzięli na siebie strażnicy z chełmskiego więzienia. Pozoranci potraktowali (oczywiście) ćwiczenia poważnie. Najpierw zwyzywali antyterrorystów. Potem, twardo im się przeciwstawili. Dowódca oddziału interwencyjnego wziął miotacz z gazem pieprzowym i użył przeciwko „zbuntowanym więźniom”. Ci w odwecie zaczęli walczyć gołymi pięściami. Oddział odpowiedział pałkami. Doszło do „prawdziwej”, regularnej bitwy. Dopiero wtedy „ćwiczenia” przerwano. Pozoranci, czyli koledzy ze służby, z lekkimi obrażeniami trafili do więziennego ambulatorium. Nie mieli jednak pretensji o agresję i nie chcieli, żeby kogokolwiek za incydent karać. Postępowanie wyjaśniające, prowadzone przez prokuraturę, zostało umorzone. Wewnętrzne postępowanie Służby Więziennej zakończyło się natomiast na „rozmowach” z uczestnikami ćwiczeń.

Na przyszłość zalecono im, aby „zbyt przesadnie nie wchodzili w odgrywane role”.

Czy musiało dojść do tak skrajnej sytuacji?

Czy można było to przewidzieć? Tak, gdyby organizatorzy „ćwiczeń” znali wyniki słynnego eksperymentu Philipa Zimbardo, przeprowadzonego na amerykańskim Uniwersytecie Stanforda w roku 1971. Eksperyment miał na celu zbadać zachowania 24 studentów, którym wyznaczono role „więźniów” i „strażników”. Ubrano ich w więzienne ponumerowane uniformy i mundury. Umieszczono w podziemiach Uniwersytetu, w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach, „udających” cele więzienne i pokoje strażników. Wszyscy byli świadomi swoich ról, przyjęli je dobrowolnie, nawet widzieli w tym dobrą zabawę. Organizatorzy eksperymentu obserwowali uczestników z ukrycia, nie interweniując w trakcie jego trwania.

Pierwszego dnia więźniowie nie traktowali strażników poważnie. Drugiego dnia zaczęli naśmiewać się ze swoich nadzorców, zabarykadowali się w celach i zerwali numery. Strażnicy w odwecie zamknęli buntowników w izolatkach, zmuszali do robienia pompek, odmawiali posiłków i pościeli. A to nie wszystkie z prześladowań. Więźniowie musieli choćby czyścić toalety gołymi rękami. Uczestnicy „weszli” w role tak głęboko, że eksperyment trzeba było przerwać szóstego dnia.

Niektórzy z uczestników eksperymentu doznali tak silnej traumy, że musieli być podani terapii.

Wchodzimy łatwo w role – taka jest nasza ludzka natura. I nawet, jeżeli na początku jesteśmy tej roli świadomi i zgadzamy się na nią, nawet, jeżeli myślimy, że to konieczność wbrew naszym wartościom, to i tak szybko utożsamiamy się z graną postacią i niejako „stajemy się nią”. A później trudno jest nam z niej wyjść. Możemy się w niej zatracić. Możemy też posunąć się zbyt daleko. Ze szkodą dla siebie i innych.

Krzysztof

– Dawno schowałem głowę w piasek i długo o tym nie myślałem. – rozpoczął swoją opowieść Krzysztof. – Te długi, które zrobiłem kilkanaście lat temu zmusiły mnie do przejścia w „szarą strefę”. Nie miałem szansy na spłatę. Chciałem jednak żyć. Zostałem więc mistrzem pracy na czarno i ukrywania się. Kilka razy zmieniałem adresy, trudno było mnie namierzyć. Zapomniałem o listach, windykatorach, komornikach. Straciłem zupełnie rachubę, komu i ile jestem winien. Zresztą, co to miało za znaczenie, przecież i tak nie zamierzałem porządkować swoich spraw. A tak naprawdę wydawało mi się, że to całkiem wygodne życie. Potrafiłem nawet udzielać rad innym, jak radzić sobie w „świecie dłużników”. I mogłem na tysiąc sposobów udowodnić, że rola, którą przyjąłem była najlepsza. Jaki tam „powrót do normalności”… Więc gram tą rolę od lat i już sam nie wiem – wybrałem ją, czy zostałem do niej zmuszony?

Krzysztof przerwał i poprawił się w fotelu. Jakby miejsce i czas, w który się znajdował były dla niego niewygodne.

– Od blisko 3-ch miesięcy mam nową pracę. Zależy mi na niej. Pracodawca też jest ze mnie zadowolony. Okres próbny się kończy i mam szansę na stałą umowę. Ale tym razem żadne „układy” z pracodawcą nie wchodzą w grę. Pierwsza „legalna” praca od jedenastu lat dała mi się już, nawiasem mówiąc, „we znaki”. „Dopadł” mnie komornik, którego skutecznie tyle lat unikałem – Krzysztof uśmiechnął się ironicznie.

– Praca jest ciekawa, dobrze płatna, miałbym w niej przyszłość. A do tego mam szansę na założenie rodziny. Ale za te pieniądze, które zostawi mi komornik, wiele nie zdziałam. Nie utrzymam rodziny. Zwłaszcza, że dług musiałbym chyba spłacać do końca życia. Kiepska perspektywa… Dożywocie…

– Przez chwilę myślałem nawet, że wrócę do starej pracy na czarno – kontynuował Krzysztof.

– Ale chyba jednak przyszedł czas, żebym coś z tym wszystkim zrobił. Zaczęło mi zależeć. Dawno tego nie czułem. Ale sam sobie chyba nie poradzę, Nie wiem, co dalej robić.

Trudna rola dłużnika

Potrzeba „czegoś” i „kogoś”, aby wyjść z pętli. Z „pętli zadłużenia”, ale przede wszystkim z pętli własnych przekonań. Przekonań, że tak trzeba, że inaczej się nie da, że to „ich” wina, że taki „mój los”. I to niezależnie, czy w te przekonania „wpakowała” nas rzeczywistość której doświadczyliśmy, czy też dokonaliśmy kiedyś świadomego wyboru jakiejś drogi.

Wyjście z pętli i zmiany w życiu są możliwe. Potrzeba jednak „czegoś” i „kogoś”. Tym „czymś” jest świadomość, że można inaczej, że nie trzeba poddawać się narzuconej roli.

„Kimś” jest ten, kto pomoże, wyjaśni, poprowadzi. Warto poszukać.

…i jeszcze jedna ważna rzecz na zakończenie

Laurent Gounelle w książce „O człowieku, który chciał być szczęśliwy” napisał:

„Ludzie są bardzo przywiązani do swoich przekonań. Nie dążą do poznania prawdy, chcą tylko pewnej formy równowagi i potrafią zbudować sobie w miarę spójny świat na swoich przekonaniach. To daje im poczucie bezpieczeństwa, więc podświadomie trzymają się tego, w co uwierzyli”.

„Wierzyć” a „wiedzieć”, to dwa różne światy. Tak, jak mieć „poczucie bezpieczeństwa” i „być bezpiecznym”. Warto więc wiedzieć, jak uporządkować swoje życie, aby być bezpiecznym w świecie, w której przyszło nam żyć.

Piotr Paweł Wydrzyński jest prawnikiem, inżynierem, psychologiem. Wykonuje zawód doradcy restrukturyzacyjnego i terapeuty. Od 2001 roku jest czynnym syndykiem, zarządcą, nadzorcą i pełnomocnikiem w wielu postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Wraz z żoną, doradcą restrukturyzacyjnym Wiolettą Wydrzyńską, prowadzi Kancelarię Syndyków, w której oboje – jako syndycy – przeprowadzili blisko 400 postępowań upadłościowych. Prowadzą także Gabinet Psychologiczny i specjalizują się w pomocy biznesmenom z piętnem porażki oraz zadłużonym konsumentom. Prezes zarządu spółki Wydrzyńscy S.A., specjalizującej się w rozwiązywaniu sytuacji kryzysowych w biznesie, w życiu, w finansach osobistych. Wiceprzewodniczący Zespołu Roboczego ds. Upadłości i restrukturyzacji, działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców.
Artykuł został opublikowany w 46/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 2