Jak Polacy wpadają w pętle kredytowe. „Czułam się jak wzorowa uczennica, która zawsze na czas odrabia zadanie domowe”

Jak Polacy wpadają w pętle kredytowe. „Czułam się jak wzorowa uczennica, która zawsze na czas odrabia zadanie domowe”

Depresja
Depresja / Źródło: Unsplash / Tiago Bandeira
Opuszczona matka, lekarz - amator, łowca łatwych pieniędzy, przedsiębiorca. W Polsce mamy mnóstwo typów zapętlonych. Czym się od siebie różnią?

Nie ma prostej definicji pętli kredytowej. Można jednak uznać, że o takowym przypadku mówimy wtedy, kiedy dłużnik mając już wiele długów, ubiega się o kolejną pożyczkę, celem spłaty rat tych wcześniej udzielonych. Przy zobowiązaniach wobec banków można uznać, że przekroczenie 10 sztuk pożyczek to już pętla, szczególnie w sytuacji, gdy na te „najświeższe” dłużnik nie miał już zdolności kredytowej. Jeśli bierzemy pod uwagę zapętlonych chwilówkami, tu „przebiegi” są znacznie lepsze. Znam wiele przypadków, kiedy dłużnik dorobił się ponad pięćdziesięciu takich pożyczek.

Wydaje się logiczne, że zadłużona osoba, która wpakowała się w takie pożyczkowe bagno, powinna dążyć do jak najszybszego oddłużenia poprzez upadłość konsumencką. No bo inaczej będzie ścigana do końca swoich dni przez rzesze komorników i hien windykacyjnych. Jakie jest moje zdanie w tej kwestii? Otóż nie zawsze będzie to dobre rozwiązanie, a czasem może się okazać wręcz tragiczne w skutkach!

Aby szerzej temat omówić, może najpierw zajmiemy się różnymi wersjami przypadków zapętlonych. Czy wiecie Państwo, ile ich naliczyłem? Nie powiem. Jak chcesz się dowiedzieć, to pozostań jeszcze, co nieco, przy lekturze tegoż tekstu.

Przypadek nr 1. Wzorowa uczennica

Sytuacja opisana szczegółowo w poprzednim odcinku Poradnika, poniżej najważniejszy fragment, który doskonale opisuje motyw sięgania po kolejne pożyczki - raz po raz:

„Brałam więc kolejną chwilówkę na spłatę jednych i refinansowanie pozostałych. I tak zaczęłam zaciągać sobie na szyi pętlę. Byłam jak w dzikim amoku porażona strachem, żeby się tylko nie spóźnić ze spłatą pożyczek. Brałam te chwilówki regularnie, co miesiąc w tych samych parabankach i czułam się jak wzorowa uczennica, która na czas zawsze odrabia zadanie domowe”.

Czytaj też:
Poradnik Krzysztofa Oppenheima: Pomoc dla frankowiczów. Trzy sprawdzone metody, jak wygrać z bankiem

Przypadek nr 2. Wystraszony emeryt

Podobna sytuacja do poprzedniej. Babcia (vel dziadek) chce kupić wnusiowi rowerek (lub jakiś inny nietani prezent), potem coś jeszcze. Do banków nie chodzi, bo to dla niej za wysokie progi. Więc sięga po chwilówkę.

Jak brakuje na spłatę – wpada w popłoch, bo przecież długi trzeba regulować! Ktoś jeszcze pomyśli, że jestem nieuczciwa! No i tak dalej. Strach plus przemożna chęć uratowania dobrej opinii na swój temat prowadzi babcię (vel dziadka) w wiadomym kierunku.

Przypadek nr 3. Opuszczona matka

Niestety – także dość częsty przypadek. Mąż vel konkubent znużony codziennością i obowiązkami, związanymi z życiem rodzinnym, wybiera wolność. Lub wybiera sobie inny „model” partnerki, takiej która nie zaprząta mu głowy pieluchami i rosnącymi rachunkami. Opuszczona kobieta, często bez stałych dochodów, lub kiedy te nie są imponujące – wszak musi jakoś dzieci wykarmić, opłacić mieszkanie i jakoś miesiąc przeżyć. Jej działanie, czyli szukanie na wszelką cenę środków na zaspokojenie tych potrzeb, wydaje się w pełni usprawiedliwione. Jednakowoż kara jest bardzo sroga, wkrótce jej życie zamienia się w koszmar. Co znamy choćby z poprzedniego odcinka Poradnika, tj. jak są traktowani zadłużeni przez hieny windykacyjne.

Przypadek nr 4. Ofiara wypadku losowego

O jakich sytuacjach mowa? Choroba, wypadek, czy też zupełnie nieoczekiwana utrata pracy. Powiedzmy sobie prawdę: my, Polacy, nie tak znowu często mamy oszczędności. Stabilna sytuacja finansowa, dobry fach w ręku wydają się pewną rękojmią, iż na bieżące rachunki zawsze zarobimy. Kiedy więc zdarza się sytuacja losowa, zupełnie nie będąc przygotowani na odcięcie od dochodów, wpadamy w popłoch. Bo przecież rachunki MUSIMY zapłacić! W przypadku nagłej utraty dobrej pracy, zakładamy, iż z pewnością za chwilę znajdziemy inną. Więc nie boimy się szarpnąć trochę kasy w formie chwilówek. Bo w bankach, jako osoba bez pracy, jesteśmy bez szans na pożyczkę. Życie jednak nie zawsze układa się po różach: dłuższa przerwa w zatrudnieniu i… nie ma co zbierać. Czasem jest znacznie gorzej, np. kiedy wypadek (lub choroba) uniemożliwiają nam powrót do pracy.

Przypadek nr 5. Frankowicz „ratujący” kredyt hipoteczny

Pamiętacie czego was uczę? Wszystkie długi są ważne! A dokładniej: każdy dług, o ile nie jest spłacany, może pogrążyć kredytobiorcę (chyba, że tenże jest specem od antywindykacji). Bardzo częsta sytuacja, jaką spotykam w swojej praktyce w grupie klientów rażonych toksycznym kredytem w CHF, to ich nadludzkie dążenie, aby hipotekę spłacać. Także w sytuacji, kiedy brakuje środków na kolejne raty. Dalej się Państwo pewnie domyślają, jak funkcjonuje taki frankowicz: najpierw pożyczka w banku, dzięki której uda się złapać oddech. Jak się środki z tejże wyczerpią – następna. Jak w pewnym momencie banki powiedzą STOP, idziemy po kasę do lichwiarzy. Znaczy do firm pożyczkowych.

Przypadek nr 6. Lekarz – amator pożyczek na oświadczenie

Lekarze, to jedna z grup zawodowych, która do niedawna miała specjalne względy w bankach. Chodzi o tzw. zawody publicznego zaufania. Otóż, przez dość długi okres, bankowcy uznali, że takie profesje, jak notariusze, biegli rewidenci, doradcy podatkowi – czy właśnie lekarze, mogli dostawać pokaźne pożyczki na tzw. oświadczenie. Bez typowego badania zdolności kredytowej. W tej grupie najbardziej podatni na takie pieniądze za nic okazali się przedstawiciele branży medycznej. Trafiło do mnie sporo lekarzy, którzy takowych pożyczek nabrali na potężne kwoty, nawet na ponad 2 mln zł. Gdzie kilka ostatnich, były już brane tylko z celem spłaty poprzednich.

Czytaj też:
Poradnik Krzysztofa Oppenheima: Toniesz w długach? Zmień „twarz” to przestaną cię nękać

Przypadek nr 7. Łowca łatwych pieniędzy

Tu dla odmiany mówimy o pracownikach korporacji szczebla managerskiego. Takich o dochodach 10 tys. netto plus. Stała praca w międzynarodowej, znanej na całym świecie firmie – och, takich klientów banki uwielbiają! Z drugiej strony, jak się nieźle zarabia i pracuje w środowisku snobów, trzeba co pewien czas błysnąć w towarzystwie. Kupisz wypasioną furę? O stary, szacun! Albo zegarek, którego by się eks-minister Nowak nie powstydził? Ale bajer! No i oczywiście wyłącznie markowe ubrania, a wakacje nie bliżej niż w czarnej Afryce. Łatwo się wpakować w pętlę przy takim podejściu? Oj, bardzo łatwo to wtedy przychodzi!

Przypadek nr 8. Hazardzista vel ofiara nałogu

Kiedyś hazard kojarzył nam się wyłącznie z grą w kasynie. Potem doszły automaty, mowa o tzw. jednorękich bandytach. Teraz możliwości przepuszczenia dowolnych pieniędzy na różnego rodzaju gry losowe jest bez liku. Amatorów łatwego zarobku także nie brakuje. Więc szukają szczęścia na forexie, w zakładach bookmacherskich, czy choćby pakując całą wypłatę w lotto, lub inne gry dające podobne szanse na wygraną. Powyższe działania hazardzisty najczęściej stają się jednostką chorobową. Człowiek przestaje kontrolować swoje wydatki na powyższe cele. Dlatego też do tej samej grupy zaliczyłbym inne nałogi, będące ewidentnym przejawem poważnej choroby. Mowa tu także o alkoholikach, narkomanach, czy też o zakupoholikach. Co ciekawe, tego typu osoby były dużo łagodniej traktowane przez sąd upadłościowy, niż na przykład opuszczona matka, która wpadła w pętlę kredytową (patrz: Przypadek nr 3.), Mowa o procedurze, która obowiązywała do 23 marca b.r.

Przypadek nr 9. Ofiara przestępców z branży finansowej

Znowu dość częsta sytuacja z mojej praktyki. Potrzebujesz kredytu. Idziesz do pośrednika – czarodzieja. Bo jak sam poszedłeś do banku, to odprawili cię z kwitkiem. Ale pośrednik, którego ci polecono – to mistrz w swoim fachu. Potrafi załatwić pożyczkę – a czasem kilka w jednym momencie – dosłownie z niczego! Tylko daj mu wolną rękę! Jak się powyższe odbywa? Ów pośrednik jest dogadany z konkretnym pracownikiem danego banku i razem kręcą lody. Ten z banku przekazuje pośrednikowi wszystko o obowiązujących procedurach, razem preparują papiery do kredytu (ach, jak tam pięknie zarabia wnioskodawca!), a klient składa na tychże jedynie swój szanowny podpis. I w tym wypadku staje się groźnym przestępcą, który dopuszcza się przestępstwa wyłudzenia kredytu. Oczywiście nie musi o tym wiedzieć, cieszy się jedynie z faktu, w jak dobre ręce trafił. Zwykle, jak kasa się skończy, procedura jest powielana. W szczególności, że dość taki „miszcz” (mowa o pośredniku) ma super kontakty w kilku bankach. Dość często spotykam się z sytuacją, kiedy dana osoba uzyskała w opisany sposób pożyczki na łączną kwotę grubo ponad milion złotych. Pomimo nieposiadania zdolności kredytowej.

Przypadek nr 10. Przedsiębiorca - zbieracz produktów kredytowych

Temat mi znany świetnie, wszak znacząca część moich zadłużonych klientów to przedsiębiorcy, lub byli przedsiębiorcy. Jak się prowadzi firmę? Zwykle na zasadzie sinusoidy: naprzemiennie hossa i bessa. W gorszym okresie zazwyczaj sięgamy po kasę z banków, opierając się na poprzednich wynikach finansowych, kiedy jeszcze „żarło”. Za jakiś czas wychodzi słońce, więc działamy dalej, ale już bogatsi o jeden lub kilka „świeżych” produktów kredytowych. Kiedy cykl się powtarza, po drugim dołku zwiększamy zadłużenie, w stosunku do okresu poprzedniego. Ta zabawa kończy się z chwilą, kiedy „uzbierane” w opisany sposób zobowiązania przerastają możliwości finansowe danego przedsiębiorcy, nawet w okresie „górki”. Ale częściej – po prostu kolejna hossa nie nadchodzi i trzeba złożyć broń. Wtedy dopiero robimy rachunek sumienia (tj. podliczamy swoje długi), zwykle łapiąc się za głowę, że jest ich tak dużo.

Przypadek nr 11. COVID-owy bankrut

To zupełnie nowa kategoria. Pewnie zapętlonych z powodu wyłączenia tak wielu branż gospodarki, od nowego roku będzie przybywać tabunami. Mowa tu nie tylko przedsiębiorcach, ale także pracownikach tychże – w sytuacji, kiedy uniemożliwiono im pracę najemną. To chyba najbardziej przykry przypadek: bowiem bardzo często się okaże, że dana osoba kompletnie nie zawiniła, a nagle znalazła się bez pieniędzy i stałych dochodów!

Obawiam się, że wielokrotnie będziemy się spotykać z sytuacją, kiedy pozbawiona przychodów osoba, wybierze mniejsze zło i będzie się zadłużać z miesiąca na miesiąc coraz bardziej. W szczególności, jak obserwujemy obecne antycovid-owe działania naszych władz, które można ocenić jako kompletnie przypadkowe. Ale niestety także katastrofalne w skutkach dla milionów Polaków.

Wróćmy zatem do najważniejszego pytania: w jakich sytuacjach oddłużenie przez upadłość konsumencką nie ma sensu, nawet w przypadku potężnej pętli kredytowej?

Z pewnością nie idźmy w tym kierunku, kiedy posiadamy majątek – to już Państwo wiedzą z poprzednich odsłon Poradnika. Więc automatycznie wypadają nam frankowicze, czyli Przypadek nr 5. Tu zwykle sugeruję zupełnie inne metody walki. Zwykle - nie oznacza zawsze.

Komu jeszcze zdecydowanie odradzałbym wejście w upadłość konsumencką? Jeśli zostałeś trafiony przez COVID-owe ograniczenia (Przypadek nr 11), prawie na pewno nie myśl o tej formie oddłużenia! Najpierw postaraj się o źródło dochodu, potem dochody te odpowiednio zabezpiecz i być może za jakiś czas (raczej nie mniej niż lat kilka) może pomyślimy o upadłości. Podobnie sprawa się ma do przedsiębiorców opisanych jako Przypadek nr 10. Najgorzej na takiej próbie oddłużenia wyjdą osoby, które w niedawnym okresie prowadziły firmę. Pisałem na ten temat m.in. w tym odcinku Poradnika.

Prawie na pewno odradzałbym upadłość konsumencką lekkoduchom, opisanym jako Przypadek nr 6. (medycy) i Przypadek nr 7. (korpoludki lubiący przyszpanować). W takich sprawach zwykle proponuję najpierw „czyściec”, czyli parę lat przygotowań, zwykle niemniej niż 2, aby potem wejść w upadłość kontrolowaną. Czyli stracić jak najmniej.

Czytaj też:
Poradnik Krzysztofa Oppenheima: Jesteś covidowym bankrutem? Tak możesz się bronić

Natomiast największą katastrofą dla zapętlonej osoby będzie próba oddłużenia się przez upadłość konsumencką w Przypadku nr 9. - czyli jeśli padłeś ofiarą przestępców z branży finansowej. Dopóki bowiem każdy wierzyciel ściga cię osobno, nie interesuje się twoimi innymi długami. Idzie typową procedurą, kompletnie bezmyślnie, więc machlojki twoich „doradców” zazwyczaj będą niezauważone. Jeśli jednak opiszesz całą swoją historię w jednym wniosku o upadłość, prawie na pewno wierzyciele się zainteresują, jak to było z twoją zdolnością kredytową?

Za chwilę w dokumentacji postępowania upadłościowego znajdą się więc twoje PIT-y, gdzie, jak pamiętamy szału nie ma. W konsekwencji zamiast się oddłużyć, zainteresuje się twoją osobą prokurator. I wtedy dopiero wpadniesz w potężne problemy!

Aby jednak nie nabrali Państwo mylnego wrażenia z moich publikacji, że upadłość konsumencka jest zawsze „be”, w następnym odcinku opiszę kilka spraw, które najmilej wspominam. A jeszcze milej – moi „upadli” klienci.

Kolejna część Poradnika ukaże się pod takim oto tytułem:

Upadłość konsumencka – największe wygrane moich klientów
Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy, związany z bankowością od 1993 r. Specjalizuje się m.in. w antywindykacji, pomocy frankowiczom oraz zadłużonym przedsiębiorcom, a także w upadłości konsumenckiej. Wiceprzewodniczący Zespołu Roboczego ds. Upadłości i restrukturyzacji, działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Założyciel Fundacji Praw Dłużnika „Dłużnik też Człowiek”. Kancelarię antywindykacyjną prowadzi od lipca 2016 r.
Źródło: Wprost
-
 0