Świąteczna zbrodnia jak z filmu „Leon zawodowiec”. Co się stało z Karinką Surmacz, najmłodszą ofiarą gangsterskich porachunków?

Świąteczna zbrodnia jak z filmu „Leon zawodowiec”. Co się stało z Karinką Surmacz, najmłodszą ofiarą gangsterskich porachunków?

Karina Surmacz
Karina Surmacz / Źródło: Archiwum Janusza Szostaka
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 2002 roku do mieszkania na parterze kamienicy przy ulicy Dąbrowskiego zapukał niezapowiedziany gość. Nikt z domowników nie spodziewał się, że za moment będą ofiarami gangsterskiej egzekucji. Nieprawdopodobnym wydaje się, że wyszła z niej żywa siedmioletnia dziewczynka, na której oczach zabito jej matkę wraz z kochankiem. Historia ta nieco przypomina scenariusz „Leona zawodowca”, gdyż w mieszkaniu pojawił się wkrótce gangster, który uratował dziecko. Do dziś jednak nie wiadomo, co się z nimi stało.

Czy Karina Surmacz oraz Rafał Mikołajczyk, pseudonim „Święty” żyją? Na to pytanie śledczy nie znaleźli odpowiedzi, a bohaterowie tej historii nadal znajdują się w policyjnej bazie osób zaginionych. Jednak moje dziennikarskie śledztwo wskazuje, że szansa aby ta dwójka nadal żyła jest znikoma.

Miłosne życie gangsterów

Mieszkanie w kamiennicy na warszawskim Mokotowie, w którym doszło do zbrodni, zajmowała Anna S. znana bardziej jako „Andzia”. Co wiązało się z piosenką „Oddziału Zamkniętego” i zamiłowaniem do narkotyków.

To mieszkanie odziedziczył po rodzicach jej mąż, Marcin. Jednak półtora roku przed świąteczną egzekucją „Andzia” wyrzuciła męża do piwnicy. Nie da się ukryć, że Marcin S. był mocno uzależniony od heroiny i regularnie okradał żonę z narkotyków, którymi „Andzia” handlowała dla grupy mokotowskiej.

– On nie był na początku narkomanem, pochodził z tak zwanej dobrej rodziny. Jego rodzice byli lekarzami – wyjaśnia mi znajoma Marcina S.

Mężczyzna nie ucierpiał w czasie wizyty kilerów w jego mieszkaniu, bowiem święta 2002 roku spędzał w piwnicy. Jednak kilka lat później także został zamordowany.

– Ojciec Kariny umarł w mieszkaniu na Mokotowie, a właściwie został zabity przez Piotra K. – opowiada kobieta. – Tej dziewczynki jednak nie znałam. Pomimo, że mieszkałyśmy w tej samej dzielnicy.

Artykuł został opublikowany w 48/2020 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0