Eksperci pokazują patenty, jak można prowadzić biznes mimo obostrzeń. „To proste, ale trzeba podjąć ryzyko”

Eksperci pokazują patenty, jak można prowadzić biznes mimo obostrzeń. „To proste, ale trzeba podjąć ryzyko”

Łódzka Manufaktura. Z powodu obostrzeń zamknięto większość sklepów
Łódzka Manufaktura. Z powodu obostrzeń zamknięto większość sklepów / Źródło: Newspix.pl / Mikołaj Zacharow
Głośnym echem w całej Polsce odbił się wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu, który anulował karę pieniężną nałożoną na fryzjera za niezastosowanie się do zakazu prowadzenia działalności. Powyższa sytuacja miała miejsce podczas pierwszego lockdownu.
Krzysztof Oppenheim
Michał Paprocki

Opolski sąd jednoznacznie orzekł, iż zakaz wprowadzony rozporządzeniem z dnia 19 kwietnia 2020 roku był nielegalny. Argumenty sądu przedstawimy w dalszej części publikacji.

Czytaj też:
Przygniotły cię długi? Jest ratunek. „Największe wygrane moich klientów”

Takie orzeczenie to miód na serce niemal wszystkich przedsiębiorców, którzy padli ofiarą covidowych obostrzeń. Jedną z pokrzywdzonych branż są kluby fitness, które, wprowadzonymi od 28 grudnia 2020 r. zakazami, odcięto kompletnie od przychodów. Taka decyzja rządu jednak w żaden sposób się nie broni. Już po najprostszej analizie wprowadzanych obostrzeń nasuwają się bowiem oczywiste pytania:

Gdzie tu sens? Gdzie logika?

Kolejne covidowe rozporządzenia, którymi od paru miesięcy raczy nas rząd, są równie częste, jak i całkiem przypadkowe. Dlaczego zamknięte miały być markety meblowe, a budowlanym pozwolono działać? Ten błąd został naprawiony, więc obecnie obie branże są zwolnione z zakazu prowadzenia działalności. Otwarte pozostawiono także kasyna, ale przedstawiona argumentacja nie brzmiała całkiem serio. Wiceminister rozwoju Olga Semeniuk stwierdziła w WP, że „w kasynach nie ma kolejek, więc nie ma potrzeby ich zamykać”. Per analogiam: czy zatem często spotykaną sytuacją są kolejki na siłowniach?

W galeriach handlowych wciąż pozostają otwarte sklepy spożywcze, apteki, drogerie, placówki budowlane oraz meblowe, ale także sklepy zoologiczne oraz z akcesoriami samochodowymi i usługami telekomunikacyjnymi.

No dobrze, a dlaczego nie te z obuwiem? Albo z odzieżą? Czy ktoś w tej sprawie przeprowadził jakiekolwiek badania, które potwierdzą np. większe zagrożenie zarażenia się wirusem w sklepie ze sprzętem sportowym niż na przykład w drogerii? Jeśli takowych nie przeprowadzono, mamy do czynienia z jawną dyskryminacją sklepów i branż, których ten zakaz dotyczy.

Porozmawiajmy o branży fitness

W fatalnej sytuacji znalazła się branża fitness. Nie tylko dlatego, że zupełnie została odcięta od przychodów – nie ma tu bowiem opcji „sprzedaży na wynos”. Ze względu na strukturę zatrudnienia i kosztów prowadzenia działalności, ewentualne „tarczowe” dofinansowanie, to kwota niewystarczająca nawet na przysłowiowe waciki. Bowiem PFR to głównie środki na utrzymanie miejsc pracy, a nie te stanowią największy ciężar w klubach fitness. Konkurencja w branży jest ogromna, więc i zainwestować trzeba moc pieniędzy, aby taki biznes prowadzić. Jeśli będzie to sprzęt sprzed 10 czy 15 lat, mocno „zmęczony”, mało kto na taką siłownię zajrzy.

Spójrzmy na ceny wyposażenia, na przykład sprzętów cardio: bieżnia – nie mniej niż 10 tys. zł (na dużych siłowniach zwykle jest ich 20 lub więcej), porządny rower – 5000 zł (trzeba kupić ich 15), orbitrek – też od 10 tysięcy zł wzwyż (razy 10 sztuk). Ledwie 3 sprzęty i tylko z grupy cardio, a już zbliżamy się do 400 tys. zł. Można pewnie założyć, że całość sprzętu, który zazwyczaj finansuje się przez leasing, to koszt na poziomie 1,5 mln zł. A środki włożone w remont? Tu też nie może być skromnie, taka branża. A wynajem powierzchni?

Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że może poza maleńkimi klubami osiedlowymi, które mają stosunkowo niskie koszty, żadna siłownia nie przetrwa kolejnych ograniczeń. A takie się zapowiadają.

W zdrowym ciele…

Autorzy niniejszego opracowania są stałymi bywalcami siłowni i to już wielu lat. Nie ma chyba obecnie zdrowszej formy spędzania wolnego czasu, co przekłada się wprost na zdrowie fizyczne i psychiczne. Ale przecież jest nas znacznie więcej. W czasach „normalnych” na siłownie uczęszcza około 3 mln Polaków, branża ta zatrudnia ponad 100 tysięcy osób. Choćby te fakty i dane jasno dowodzą, że całkowite wyłączenie klubów fitness – co ma obecnie miejsce – winno być działaniem bardzo starannie przemyślanym. Nota bene: ta ostatnia uwaga dotyczyć powinna każdej dziedziny gospodarki, na którą rząd na jakiś nałożył zakaz prowadzenia działalności.

Jak nadmienialiśmy, publikacja ta jest dziełem dwóch autorów, każdy z nas ma inną specjalizację wykonywanej profesji. W dalszej części, przedstawimy więc – tym razem odrębnie – nasze opinie i głos, patrząc na powyższą sytuację przez pryzmat wiedzy zawodowej.

Krzysztof Oppenheim, ekspert z dziedziny antywindykacji

Złap mnie, jeśli potrafisz!

Opisane powyżej działania rządu nie są dla mnie niczym nowym. Niestety, jesteśmy w dużym stopniu niewolnikami opresyjnego systemu, który ma w głębokim poważaniu szarego człowieka. W tym wypadku poszkodowanymi będą dziesiątki tysięcy przedsiębiorców oraz ich pracownicy, którym uniemożliwiono pracę. Zostali w ten sposób odcięci od dopływu przychodów, ale nikt nie zwolnił ich z płacenia rachunków. Grozi to oczywiście niechybnym bankructwem.

Przejdźmy do tematu klubów fitness. Może takowy prowadzisz? A może masz kilka, lub kilkanaście siłowni? Więc posłuchaj: jeśli nie zrobisz nic i będziesz grzecznie czekał na oficjalne odmrożenie tej działalności – czeka cię gwarantowana plajta. Aha, to już wiesz. Z drugiej strony racja jest po twojej stronie, co pokazał wyrok sądu WSA w Opolu – w opisanej sprawie fryzjera, niesłusznie ukaranego wysoką grzywną.

Czy masz działać? To już twój wybór. To co ja bym radził, jeśli zdecydujesz się swój klub uruchomić, to minimalizacja ryzyka. Możesz to zrobić poprzez obejście zakazanych form prowadzenia biznesu, przy zastosowaniu niezbyt skomplikowanych zmian w umowach z klientami.

Oto dwa patenty, które ci polecam:

  1. Nie prowadzisz siłowni, tylko kursy na trenera fitness. Tę formę opisałem już szerzej we „Wprost”.
  2. Nie prowadzisz siłowni, tylko działalność quasi leczniczą - taką, która nie wymaga specjalnych zezwoleń. Leczenie nadwagi, stanów depresyjnych czy też aktywne regulowanie niedoboru tkanki mięśniowej – to przykładowe usługi, które możesz polecać. Przyznaję szczerze, że nie mam pełnej wiedzy, czy nie istnieją dodatkowe ekstra wymogi, czy też ograniczenia, aby wybraną dziedzinę oferować. Będziesz musiał to sprawdzić sam, jeśli tę koncepcję uznasz za bezpieczniejszą od opcji nr 1, czyli „szkolenia trenerów”. Może warto podjąć współpracę z dietetykiem, wyspecjalizowanymi terapeutami i w ten sposób poszerzyć ofertę?
Ale żeby jeszcze bardziej ograniczyć ryzyko ewentualnych kar, zdecydowanie radzę skorzystanie z bardzo skutecznego patentu z dziedziny antywindykacji.

Chodzi o uruchomienie klubu, ale pod zupełnie nową spółką, która oczywiście nie będzie miała żadnego majątku (więc nic nie straci, gdyby posypały się kary). Ten podmiot będzie miał jeszcze jedną specjalną czarodziejską moc: jak tylko zostanie zaatakowany przez stosowne służby, dość szybko i łatwo przekształci się w spółkę widmo, w której nie będzie kozłów ofiarnych do wymierzenia ewentualnych kar. Grzywnami zostanie co najwyżej obsypana spółka wydmuszka, z której wcześniej wydrenujesz wszystkie środki.

Czytaj też:
Zamykanie lasów, otwieranie kasyn. Polska walka z wirusem w komiksach

Po co te wyrafinowane techniki? Owszem, masz co prawda rację, żaden zakaz nie powinien mieć miejsca. Ale po co ryzykować narażając się na dotkliwe kary? W sądzie zawsze rację ma sędzia. Z kolei „system” będzie usilnie dążył do tego, aby sądy nie orzekały tak słusznie i sprawiedliwie jak miało to miejsce w przypadku wyroku WSA w Opolu.

Opisane powyżej zabezpieczenia się przed ewentualnymi karami, nawet jeśli te zostaną nałożone niesłusznie, to wdrożenie w życie bardzo ważnej zasady działań w zakresie antywindykacji: Chwytając za brzytwę, nie łap za ostrze! Czyli zasada kontrolowanego ryzyka, szczególnie w sytuacji, kiedy wobec zaleceń „systemu” musisz pójść mocno pod prąd, aby chronić własne interesy.

Michał Paprocki, radca prawny Kancelaria Chmaj & Wspólnicy

„Już ci kto milczy, toć znać, iż przyzwala”

Podstawowa konkluzja w zakresie wprowadzanych systemowo obostrzeń jest następująca: polski rząd bezprawnie ogranicza wolność działalności gospodarczej. Co to oznacza? Przedsiębiorca, który otworzy siłownię, na którego zostanie nałożona kara – powinien odwołać się do sądu i ma mocne argumenty, żeby taki spór wygrać. I zasadniczo będzie miał rację.

Konstytucja RP pozwala jedynie na wprowadzanie ograniczeń w sposób celowy i proporcjonalny, gdy jest to niezbędne. Niesprawiedliwie rozłożone ograniczenia naruszają też nakaz równego traktowania i zakaz dyskryminacji. Zakazy i ograniczenia zbędne, przypadkowe, nieproporcjonalne, nieprzemyślane – są niekonstytucyjne.

Wróćmy do wspomnianego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu z 27 października 2020 roku (II SA/Op 219/20). To świetna „jaskółka”, która powinna dodać otuchy i odwagi przedsiębiorcom. Sąd stwierdził, że w sytuacji, gdy nie doszło do wprowadzenia któregokolwiek z wymienionych w Konstytucji RP stanów nadzwyczajnych, żaden organ państwowy nie może wkraczać w materię stanowiącą istotę wolności działalności gospodarczej. Zatem wszelkie zakazy prowadzenia działalności gospodarczej (czy też ograniczenia stanowiące w praktyce zakazy) są sprzeczne z Konstytucją. Ich naruszanie nie może spotykać się z sankcją w postaci kar administracyjnych.

Wyrok jest wprawdzie nieprawomocny, ale wskazuje kierunek orzecznictwa sądów administracyjnych, aprobują go przedstawiciele doktryny oraz RPO. Warto się na niego powoływać.

Niedawno poznaliśmy uzasadnienie kolejnego wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 26 listopada 2020 roku (sygnatura VIII SA/Wa 491/20). Sąd wskazał w nim na niekonstytucyjny charakter rozporządzeń Rady Ministrów, podważył legalność nakładanych przez rząd restrykcji i obostrzeń i podkreślił, że ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych pozwala nakazywać określony sposób zachowania osobom chorym i podejrzanym o zachorowanie. To kolejny pozytywny wyrok w tym zakresie – w tym wypadku uchylono karę nałożoną na mężczyznę, który nie zakrył nosa i ust, pomimo takiego obowiązku. W maju 2020 r. Sanepid ukarał tę osobę grzywną w wysokości 5 tys. zł.

Sprzeciw obywatelski – jako działanie wymuszone

Podjęcie zakazanej działalności, ale - po zmianie jej formy, tj. jako inny kod PKD - z pewnością ma mocne uzasadnienie. Jednakowoż taki wybór, oznacza bardzo prawdopodobne wejście na drogę sporu z organami państwowymi. Dodatkowo, rządzący poprzez określone, demonstracyjne działania próbują wywoływać „efekt mrożący”, a więc zniechęcać do sprzeciwu. To zrozumiałe, że nie każdy zdecyduje się na taki spór. Część poszkodowanych będzie się obawiała tej metody podjęcia walki, część osób nie znajdzie na to siły psychicznej, czasu, czy środków. Więc z pewnością taka decyzja nie będzie nigdy oczywista. Sugeruję więc w tym przypadku zastosowanie prostego rachunku zysków i strat.

Znam wielu przedsiębiorców, którzy zdecydowali się na taki ruch, tj. dalej prowadzą swoje firmy, mimo ustawowego zakazu. W szczególności: mając do wyboru bankructwo albo walkę, wybrali tę drugą opcję. Ze świadomością, że być może czeka ich konieczność sporu w sądzie.

W pewnym sensie taki „obywatelski sprzeciw” jest o tyle uzasadniony, iż nawet przedstawiciele władzy wskazują, że wprowadzone ograniczenia nie mają podstawy prawnej.

Niedawno, odnosząc się do regulacji o zakazie przemieszczania w Sylwestra, poseł Porozumienia Kamil Bortniczuk wskazał w programie „Kawa na ławę” w TVN24, że „podstawa prawna jest bardzo mocno wątpliwa”, a prezydencki minister Andrzej Dera - w tym samym programie - wskazał, że „(…) nie da się tych przepisów wyegzekwować, jeżeli gremialnie wszyscy Polacy uznają, że te przepisy ''nas nie obowiązują''. (…) Powinniśmy podchodzić do tego celowościowo, a nie formalistycznie”.

Co to oznacza? Możemy siedzieć i nic nie robić. Możemy też wziąć sprawy we własne ręce. Bezczynności często się żałuje, a szczególnie, gdy robi się już za późno na zmiany.

Zgodnie z paragrafem 10 ust. 1 pkt 2 i 3 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 21 grudnia 2020 roku (w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii) – do dnia 17 stycznia 2021 r. ustanawia się zakaz prowadzenia przez przedsiębiorców oraz przez inne podmioty działalności polegającej na prowadzeniu: basenów, aquaparków, siłowni, klubów i centrów fitness, z wyłączeniem basenów, siłowni, klubów i centrów fitness: działających w podmiotach wykonujących działalność leczniczą przeznaczonych dla pacjentów, dla członków kadry narodowej polskich związków sportowych; działalności usługowej związanej z poprawą kondycji fizycznej.

Zgadzam się całkowicie ze współautorem - Krzysztofem Oppenheimem, że jedyną metodą na przetrwanie (to ma nawet sens ewolucyjny) jest adaptacja do nowych warunków. Tu powstaje miejsce na kolejne rozwiązanie. Skoro nasi rządzący posługują się określonymi kodami PKD i dokonują określonych rozwiązań, czemu sami mielibyśmy z tej możliwości nie skorzystać?

Wszak niedawno nawet wiceminister finansów doradzał – aby się przebranżowić. Nie zachęcam nikogo do gry w pozory. To musi być faktyczna zmiana. Jednakże, jest dla mnie oczywiste, że pomieszczenia wyposażone w sprzęt do ćwiczeń (siłownie) oraz całe zbudowane wokół tego przedsiębiorstwa – mogą być wykorzystane w zupełnie inny sposób.

Pomysł na mitygację ryzyka poprzez skorzystanie z podmiotów, które ograniczają odpowiedzialność jego właścicieli jest również rozwiązaniem, które jest powszechnie stosowane w działalności gospodarczej – również w zakresie ryzyka legislacyjnego, prawnego. „Aktywne regulowanie niedoboru tkanki mięśniowej” wywołuje uśmiech – ale z drugiej strony – jeśli poprzemy to stosownym badaniem lekarskim, czemu nie?

W tym przypadku potrzebna jest należyta staranność, pomysłowość i konsekwencja. Siłownie mogą przecież stać się miejscem fizjoterapii w zakresie bólu kręgosłupa, terapii ruchowych, szkoleń.

Czy to jest omijanie prawa? Nie. Skoro rząd wskazuje określone działalności (poprzez kryteria, kody PKD) to sam nam wskazuje, że nie chodzi o całkowity zakaz. Skoro rząd nie udziela pomocy bezwarunkowo – to najwyraźniej zakłada, że inne branże będą działać i same sobie poradzą.

Czytaj też:
Procesuje się z bankami i oddłuża Polaków. Tak żartuje sobie z windykatorów i bankowców

Nic nie robić? Nie mieć zmartwień? I … pogrzebać firmę?

Rząd celowo nie ogłosił stanu klęski, aby utrudnić dochodzenie roszczeń przez poszkodowanych. Obecnie istnieje droga cywilna do dochodzenia od państwa odszkodowań wynikłych z ograniczenia praw i wolności (nie tylko w zakresie strat, ale i utraconych korzyści). Jest to jednak droga trudniejsza z uwagi na konieczność udowodnienia niezgodności działania z prawem przez organy państwa. Nie ma też praktycznie szans na uzyskanie prejudykatu w postaci wyroku Trybunału Konstytucyjnego stwierdzającego niezgodność z prawem rozporządzeń Rady Ministrów.

Warto zwrócić uwagę – że Premier postanowił się zabezpieczyć przed ww. roszczeniami cywilnymi w ten sposób, że wystąpił do TK z wnioskiem o zbadanie przepisów Kodeksu cywilnego. Zakładanym celem jest, aby wypłata odszkodowania mogła nastąpić jedynie w przypadku uprzedniego stwierdzenia niezgodności wprowadzonych zakazów z Konstytucją przez TK – to zasadniczo zablokuje możliwość uzyskania odszkodowania.

Kto nie podejmie (albo nie przekształci) działalności gospodarczej, ten najprawdopodobniej nie doczeka się żadnych rekompensat od państwa. A jeżeli już – to albo symbolicznych, albo za wiele lat, po wykorzystaniu drogi sądowej. Pewnie będzie już wtedy bankrutem, a uzyskane odszkodowanie - ledwie jałmużną, taką na otarcie łez. W sytuacji, gdy władze wbrew Konstytucji zakazują lub ograniczają możliwość prowadzenia działalności gospodarczej, bezprawnie ograniczają możliwość uzyskania odszkodowania i nie udzielają zadeklarowanej pomocy w sposób prawidłowy (niewydolność i ograniczony zakres „tarcz antykryzysowych”), nie można czynić przedsiębiorcom zarzutu z tego, że próbują uratować się przed bankructwem szukając legalnych alternatyw.

Zapamiętajmy najważniejszą konkluzję: co nie jest zabronione – to jest dozwolone. I miejmy tę zasadę w pamięci, podejmując aktywności, które nie są sprzeczne z rozporządzeniami. Zakazy wyrażone w rozporządzeniach należy interpretować ściśle, a nie rozszerzająco.

Pisząc ten tekst nie znamy jeszcze treści najnowszych rozporządzeń, które mają określić co się zmieni w zakresie zakazów i nakazów po 17 stycznia b.r. W szczególności, czy zostaną zdjęte obostrzenia z branży fitness, na razie nic na to nie wskazuje. Nawet jeśli takowa niespodzianka się wydarzy, zachodzi pytanie: czy za kolejne 2, 3 tygodnie ograniczenia te nie zostaną wprowadzone ponownie? Dlatego też zachęcamy przedsiębiorców z tej branży do działań, o których mowa w treści niniejszej publikacji. Parafrazując znane powiedzenie, można by rzec:

Lepiej walczyć mężnie z tarczą, niż polec nie podejmując walki: czekając na „tarczę”

Mamy również nadzieję, że wskazany przykład będzie podstawą do solidarności z innymi przedsiębiorcami. Wszak branża fitness nie jest jedyną poszkodowaną przez covidowe, niezgodne z Konstytucją ograniczenia.

Krzysztof OPPENHEIM: ekspert finansowy, związany z bankowością od 1993 r. Specjalizuje się m.in. w antywindykacji, pomocy frankowiczom oraz zadłużonym przedsiębiorcom, a także w upadłości konsumenckiej. Wiceprzewodniczący Zespołu Roboczego ds. Upadłości i restrukturyzacji, działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców. Założyciel Fundacji Praw Dłużnika „Dłużnik też Człowiek”. Od lipca 2016 roku prowadzi kancelarię antywindykacyjną http://krzysztofoppenheim.pl/
Michał Paprocki: radca prawny, szef departamentu projektów biznesowych oraz rozwiązywania sporów, wspólnik w Chmaj i Wspólnicy sp.k. Specjalizuje się m.in. w prawie gospodarczym, korporacyjnym, prawie kontraktów i rozwiązywaniu sporów. Stały doradca największych podmiotów gospodarczych. Reprezentuje kluczowych klientów Kancelarii w postępowaniach sądowych, arbitrażowych oraz w mediacji.
Źródło: Wprost
 0

//