55 lat od pierwszego przeszczepu nerki. Przez covid o jedną trzecią transplantacji mniej

55 lat od pierwszego przeszczepu nerki. Przez covid o jedną trzecią transplantacji mniej

Przeszczep nerki
Przeszczep nerki / Źródło: Fotolia / horizont21
W 2020 roku w Polsce wykonano o 20 proc. mniej przeszczepień nerek i wątroby niż rok wcześniej. Prawie całkowicie wstrzymano przeszczepy trzustki. Powód? Mniej dawców, zamykanie oddziałów przez COVID. Osoby przed i po przeszczepie są zagrożone ciężkim przebiegiem tej choroby, dlatego lekarze apelują o jak najszybsze szczepienia.

26 stycznia mija 55 lat od pierwszego udanego przeszczepu nerki w Polsce. – Dzisiejszą rocznicę przeszczepienia nerki, które miało miejsce w tym samym budynku, w którym dziś znajduje się Klinika Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej, uczciliśmy pierwszym w tym roku przeszczepieniem od dawcy żywego – mówi kierownik kliniki, prof. Maciej Kosieradzki.

Polska transplantologia ma sukcesy, jednak covidowy 2020 rok był dla niej trudny: wykonano mniej transplantacji nerek, wątroby, płuc. Ok. 20 proc. spadła liczba dawców: z 502 w 2019 do 394 w 2020 roku. – Część szpitali, która wcześniej zgłaszała potencjalnych dawców, została przekształcona w szpitale covidowe, a więc na oddziałach intensywnej terapii leczono osoby z covid-19. Nawet jeśli cały szpital nie był covidowy, ale na którymś z oddziałów leczono takich pacjentów, również nie zgłaszał potencjalnych dawców, obawiając się możliwego przeniesienia zakażenia z oddziału na oddział – tłumaczy prof. Artur Kamiński, dyrektor Poltransplantu.

Czytaj też:
Rząd „koryguje błąd” w programie szczepień. Chodzi o osoby przewlekle chore

– W okresie pandemii trudniej było o rozmowę z rodziną zmarłego na temat pobrania narządów (mimo że nie jest to konieczne, zawsze pytamy rodzinę, jakie było stanowisko zmarłego za życia na temat transplantacji). Jednak koledzy pracujący na OIOM-ach to profesjonaliści z dużymi umiejętnościami i odwagą w rozmowie z rodzinami, dlatego odmów nie było wiele – mówi prof. Kosieradzki. Zdarzało się też, że pacjenci zakwalifikowani do przeszczepu musieli z niego zrezygnować z powodu zakażenia koronawirusem lub przebywania na kwarantannie. Byli też pacjenci, którzy woleli odłożyć planowy zabieg z obawy przed zakażeniem w szpitalu.

Mniej nowych kandydatów do przeszczepu

Mimo mniejszej liczby wykonanych transplantacji, w 2020 r. liczba osób oczekujących w kolejce na przeszczep nie zwiększyła się. – Mieliśmy okresy, kiedy z powodu zakażeń na oddziale wstrzymywaliśmy przyjęcia planowych pacjentów. Mniej nowych pacjentów zostało też zakwalifikowanych do przeszczepienia, ponieważ trudniej było dostać się do specjalisty na badania diagnostyczne. Zwykle w naszym ośrodku kwalifikujemy rocznie ok. 300 osób do transplantacji nerki, w 2020 liczba ta spadła o ok. 1/3 – dodaje prof. Kosieradzki.

Czytaj też:
Absurdy w kolejce do szczepień. Prokuratorzy przed chorymi na raka

Tego, że kolejka się nie wydłużyła, nie można jednak uznać za sukces. Osoby niezdiagnozowane po prostu się w niej nie znalazły. Dotyczy to zwłaszcza pacjentów z niewydolnością nerek. Dużym problemem jeszcze przed epidemią COVID-19 było to, że wielu pacjentów było przez lata dializowanych, a stacje dializ nie zgłaszały ich do przeszczepienia. – Przeszczep jest ważny szczególnie w przypadku młodych osób. W przypadku 40-letniego pacjenta, kwalifikowanego do dializ, jeśli otrzyma od razu przeszczep nerki, jego dalsza oczekiwana długość życia jest 2,5 razy dłuższa niż wówczas, gdy będzie dializowany – zaznacza prof. Kosieradzki.

Przeszczepy rodzinne: bardziej efektywne

W przypadku nerki lepszą opcją jest przeszczepienie rodzinne, od dawcy żywego. Nerka od zmarłego dawcy pracuje średnio ok. 10 lat; od dawcy żywego 15 lat, dlatego transplantolodzy namawiają – jeśli to tylko możliwe – do przeszczepień rodzinnych. W Polsce jeszcze przed epidemią COVID zdarzało się to rzadko: przeszczepienia rodzinne stanowiły zaledwie 5 proc. transplantacji nerek, podczas gdy np. w Holandii 40-50 proc.

– Zawsze gdy przychodzi do nas pacjent kwalifikowany do przeszczepienia nerki, zachęcamy, by przyszedł z kimś z rodziny. Rozmawiam wtedy nie tylko z nim, ale też z rodziną, bo doskonale wiem, że gdybym to ja miał dostać nerkę, to nie potrafiłbym o nią nikogo prosić. Dlatego tłumaczę bliskiej osobie, że to jej rolą jest popytać w rodzinie, kto jest zdrowy i ewentualnie prosić o oddanie nerki – przekonuje prof. Kosieradzki.

W okresie COVID nie zaprzestano wykonywania przeszczepień rodzinnych, jednak wykonano ich w całej Polsce zaledwie 17. – Na początku epidemii zastanawiano się, czy to jest bezpieczne, transplantacje były przekładane w czasie. Część osób, które rozważała bycie dawcą, nie decydowała się lub chciała przełożyć. Część osób była zakażonych, więc nie mogła być dawcą – opowiada prof. Kamiński.

Czytaj też:
17 chorób przewlekłych, które kwalifikują do wcześniejszego szczepienia – lista

Potencjalny dawca zawsze jest bardzo szczegółowo badany, a w okresie COVID trzeba szczególnie zadbać o bezpieczeństwo, również po to, by nie doszło do zakażenia. – Przeszczepienie nerki od żywego dawcy jest bezpieczne. Jeśli chodzi o ryzyko rozwinięcia się w późniejszym okresie niewydolności nerek, to ryzyko jest minimalnie większe w przypadku posiadania tylko jednej nerki. Osoba, która oddałaby nerkę, oczywiście miałaby pierwszeństwo w przypadku konieczności przeszczepu, jednak do tej pory w Polsce nigdy to się nie wydarzyło – dodaje prof. Kosieradzki.

Potencjalni dawcy są jednak zawsze bardzo dokładnie informowani zarówno o korzyściach, jak potencjalnym ryzyku. – Był taki moment, że zawiesiliśmy dawstwo od żywych osób, mieliśmy wiele dylematów, czy w okresie COVID powinniśmy pobierać nerki od dawców żywych, narażając ich być może na zakażenie. Przyjęliśmy jednak wiele środków bezpieczeństwa. Rozmawiamy też z rodzinami, dziś robimy to jeszcze uważniej. Zawsze mówimy, że nerka może nie podjąć funkcji, organizm biorcy może odrzucić przeszczepiony narząd. Teraz jeszcze bardziej kładziemy nacisk na świadomą decyzję – opowiada dr Aleksandra Tomaszek, psycholog i koordynator transplantologiczny, która prowadzi takie rozmowy z rodzinami.

Pod opieką do końca

Na świadomą decyzję żywego dawcy nerki i jego bliskiego składa się wieloetapowy i wielomiesięczny proces kwalifikacji do transplantacji, poprzedzony badaniami specjalistycznymi, rozmową z nefrologiem, chirurgiem transplantologiem, koordynatorem transplantacyjnym i psychologiem. – Przeszczepienia rodzinne to wyjątkowy proces, podczas którego bezpieczeństwo dawcy przed, w trakcie i po transplantacji jest najważniejsze, bowiem wykonujemy zabieg, którego dana osoba nie potrzebuje, oddajemy swój narząd w celu ratowania życia bliskiej osobie. Dlatego wielodyscyplinarny zespół od momentu kwalifikacji otacza dawcę opieką już do końca jego życia – mówi dr Tomaszek.

Szpitale zarówno biorcom, jak żywym dawcom starają się zapewnić maksymalną ochronę. Każdy pacjent przed wejściem na oddział ma wykonywany test PCR w kierunku koronawirusa. Bezpieczeństwo w tym przypadku jest bardzo ważne, dlatego że zakażenie powoduje duże ryzyko ciężkiego przebiegu zarówno dla osoby będącej przed, jak po przeszczepie. – Śmiertelność z powodu covid-19 jest znacznie wyższa u osób dializowanych, zakwalifikowanych do przeszczepienia i po przeszczepie. Umiera ok. 1/3 osób po przeszczepieniu, które z objawowym covid-19 trafiają do szpitala. Początkowo myśleliśmy, że dotyczy to tylko osób świeżo po transplantacji, okazało się jednak, że ciężko chorują również osoby w odległym okresie po przeszczepieniu. Z powodu bardzo wysokiego ryzyka praktycznie w całej Polsce został wstrzymany program przeszczepiania trzustek, gdyż w tym przypadku konieczne jest przyjmowanie silnego leczenia immunosupresyjnego – mówi prof. Kosieradzki.

Czytaj też:
35 lat od pierwszej transplantacji serca w Polsce. Udaną operację przeprowadził dr Religa

Transplantolodzy i nefrolodzy walczyli o to, by do grupy 1 szczepień przeciw COVID-19 zostały włączone osoby dializowane, zakwalifikowane do przeszczepu i po przeszczepieniu. – Być może osoby po przeszczepieniu odpowiedzą słabiej na szczepienie i trzeba będzie np. podać im trzecią dawkę, by osiągnąć lepszą odporność, jednak najważniejsze, że ta szczepionka jest dla nich bezpieczna, bo nie zawiera wirusa. Powinny być szczepieni także żywi dawcy, jeśli mieszkają z biorcą. Jeden z naszych biorców zaraził się właśnie od żywego dawcy, ponad dwa miesiące leżał w szpitalu – mówi prof. Kosieradzki.

Zasługa pasjonatów

Prof. Kamiński uważa, że dziś za wcześnie mówić, że polska transplantologia jest w zapaści. – W 2020 przeszczepiono 721 nerek (o ponad 200 mniej niż w 2019), 262 wątroby (o 70 mniej niż rok wcześniej), 146 serc (podobnie jak w 2019), 48 płuc (o 9 mniej niż rok wcześniej), jednak biorąc pod uwagę sytuację i to, jak bardzo opieka zdrowotna była nakierowana na covid-19, nie doszło do zapaści w transplantologii i do takiego spadku liczby przeszczepianych narządów, z którego potem trudno by się było nam odbić. Nam nadzieję, że w tym roku będzie jeszcze lepiej, choć dużo zależy od powodzenia realizacji programu szczepień przeciw covid – dodaje prof. Kamiński.

To, że przeszczepy mimo epidemii covid-19 są wykonywane (a liczba przeszczepów serca nie zmalała), to zasługa szpitali i ośrodków transplantologicznych, które – mimo trudności – walczą o utrzymanie takiego leczenia. A przede wszystkim pasjonatów i zespołów transplantologicznych. – W naszym szpitalu niedawno kupiliśmy pompę do perfuzji wątroby, właśnie przeszczepiliśmy wątrobę przetrzymywaną tą metodą. Dzięki temu możemy lepiej wykorzystać narządy do transplantacji. A dziś udało nam się przeszczepić pierwszą w tym roku nerkę od żywego dawcy, Operacja się udała, bo... czemu miałaby się nie udać? – mówi prof. Kosieradzki.

Artykuł został opublikowany w 4/2021 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

//