Polscy politycy cierpią na niebezpieczną chorobę. „Nie ma na to żadnej szczepionki”

Polscy politycy cierpią na niebezpieczną chorobę. „Nie ma na to żadnej szczepionki”

Politycy PiS w Sejmie
Politycy PiS w Sejmie / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
„Odklejenie od rzeczywistości” to taka choroba, która od lat trawi naszych polityków. Czym się objawia? Rzucaniem słów świadczących o tym, że nie mają żadnej świadomości jak żyją normalni ludzie, co ich denerwuje, czego im brakuje, czego się boją.

W pierwszym tygodniu marca wirus tej choroby dopadł kolejnego wybrańca narodu. Zaczęło się od wypowiedzi na antenie radia RMF wiceministra i pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotra Naimskiego, który szczerze przyznał, że prąd będzie drożał przez dobrych kilka kolejnych lat. Żeby była jasność: do ministra Naimskiego nie mam nic.

Powiedział szczerze, jak będzie i za tę szczerość brawo, bo ta akurat cecha to rzadkość wśród polityków.

W ciężkich czasach, które nas czekają, wiadomość, że zdrożeje coś, co nam jest bezwzględnie potrzebne do życia, jest mało krzepiąca. No chyba, że rząd zrealizuje rzuconą kiedyś obietnice dopłat do rosnących rachunków za prąd. Nadzieje rozwiał jednak szybko poseł PiS i były minister energii Krzysztof Tchórzewski. Ów uczony mąż uspokajał na antenie Radia Nowy Świat tymi słowami: Podwyżki cen prądu nie są dokuczliwe, bo coraz więcej zarabiamy. Rekompensaty nie są potrzebne.

Czytaj też:
Według posła PiS podwyżki cen prądu nie są dotkliwe. Podał zaskakujący powód

Najgorsze jest to, że taki odklejony od rzeczywistości wybraniec narodu, dobrze żyjący z naszych podatków, wypowiada takie słowa bez żenady, myśląc, że tak właśnie jest, że ludziom się żyje super. Panie ministrze, skutecznym sposobem na walkę z chorobą odklejenia od rzeczywistości mogłoby być odklejenie się od sejmowego stołka i wyjście do wyborców. Oni by panu powiedzieli, jak się im cudownie żyje i jak już nie wiedzą, co robić z tymi pieniędzmi, których coraz więcej zarabiają. Nie mam jednak wątpliwości – poseł od stołka się nie odklei.

Tak się jakoś składa, że objawy odklejenia od rzeczywistości najczęściej dotyczą pieniędzy. Najcięższy przebieg tej choroby zaliczyła w czasach rządów tak zwanej dobrej zmiany premier Beata Szydło. Jej słynna sejmowa szarża z marca 2018 roku w obronie sutych ministerialnych premii za czasów, gdy była premierem rządu, weszła do klasyki. – Tak, rzeczywiście, ministrowie i wiceministrowie w rządzie Prawa i Sprawiedliwości otrzymywali nagrody. Za ciężką i uczciwą pracę! I te pieniądze się im po prostu należały. Zaraz po tym wystąpieniu IBRiS, na zlecenie Radia Zet, zapytał Polaków, jak oceniają słowa pani premier. 75 procent badanych nie zgodziło się z Beatą Szydło. Ankieterzy pytali przy okazji o polityczne preferencje uczestników sondażu. I na tej podstawie okazało się, że nawet wśród wyborców PiS Beata Szydło wypadła tak sobie. 48 proc. uznało, że przeholowała.

Przeholował też Jarosław Gowin. W 2018 roku w Radiu Zet roztkliwiał się nad własnym losem za czasów szefowania resortowi sprawiedliwości w latach 2011–2013:

– Kiedy byłem ministrem sprawiedliwości i miałem trójkę dzieci na utrzymaniu, to czasami nie starczało mi do pierwszego.

Na szczęście zreflektował się i przepraszał potem na Twitterze: – Przepraszam, tych którzy poczuli się dotknięci moją niefortunną wypowiedzią. Zwłaszcza tych, którzy zmagają się z prawdziwym niedostatkiem. Moim zamiarem nie było uskarżanie się na własną sytuację, która bez wątpienia jest o wiele lepsza niż milionów Polaków.

Oczywiście ataki odklejenia od rzeczywistości nie przytrafiają się tylko politykom, którzy mają serce po prawej stronie. Choroba od lat nie wybiera i atakuje sprawiedliwie całą scenę polityczną. Wystarczy, że przypomnę słynną poradę premiera Włodzimierza Cimoszewicza dla powodzian w 1997 roku: „trzeba było się ubezpieczyć”. Po latach polityk lewicy tłumaczył, że zaraz potem powiedział o planach rządowej pomocy, ale tego już w TVP nie pokazali. Początek wypowiedzi jednak udowodnił, co naprawdę siedziało w głowie ówczesnego premiera.

Prawdziwą skarbnicą przypadków choroby odklejenia od rzeczywistości były nagrania z restauracji „Sowa&Przyjaciele”. Na przykład taka Elżbieta Bieńkowska, gdy była ministrem infrastruktury w rządzie PO-PSL, żaliła się podczas nagranej rozmowy, że jako wiceminister zarabiała 6 tys. zł. A to przecież jest tak haniebna kwota, że za tyle to może – jej zdaniem – pracować tylko złodziej albo idiota. Na szczęście później pani Bieńkowska zapewne podreperowała budżet, bo została unijnym komisarzem.

Ostatni przypadek choroby, jaki przypomnę, to słynne wyjście do wyborców prezydenta Bronisława Komorowskiego na finiszu kampanii wyborczej w 2015 roku. Do prezydenta podszedł młody chłopak i powiedział, że jego siostra trzy lata szukała pracy. W końcu znalazła. Za 2 tysiące. I jak w tej sytuacji ma kupić mieszkanie? Pan prezydent „błysnął” i poradził, żeby siostra wzięła kredyt i zmieniła pracę. Efektem tej rozmowy były zmiany w zawodowym życiorysie pana prezydenta.

Uważam, że to był gwóźdź do trumny w nieudolnie prowadzonej kampanii wyborczej. Wyborcy, idąc do urn, wypowiedzieli umowę o pracę urzędującemu prezydentowi.

Ponieważ tekst powinien mieć zakończenie to kończę tak: odklejenie od rzeczywistości to straszna choroba. Tym straszniejsza, że nie ma szczepionki, która by przed nią chroniła.

Artykuł został opublikowany w 9/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 4