Poradnik Krzysztofa Oppenheima: Co mi zrobisz, jak nie spłacę kredytu?

Poradnik Krzysztofa Oppenheima: Co mi zrobisz, jak nie spłacę kredytu?

Kredyt
Kredyt / Źródło: Materiały prasowe
Mowa o sytuacji, kiedy prosta arytmetyka pokazuje, że brakuje nam do pierwszego. Chyba, że odpuścimy spłatę zobowiązań finansowych.

Kiedy, pewnego niezbyt wesołego dnia, dociera do naszej świadomości fakt, że nie starcza nam środków na spłatę kredytu, ogarnia nas przerażenie. A jak wiadomo: strach ma wielkie oczy. Od razu przypominamy sobie sceny z kultowego filmu „Komornik”, w którym to Andrzej Chyra – grający postać tytułową – pastwi się psychicznie nad dłużnikami, zabierając im wszystko, co wpadnie mu w ręce. Tu należy koniecznie dodać, iż obraz ten tak samo jest wierny realiom, jak znany wszystkim serial z poprzedniej epoki, w którym czterech czołgistów z pomocą jednego psa pokonało armię Hitlera.

Egzekucja komornicza: nie tak szybko, nie tak strasznie

Można by nawet rzec, że w dzisiejszym świecie, w którym niemal nie da się przeżyć przez bankowych kredytów, komornikofobia jest czymś naturalnym. To taki nasz współczesny, konsumencki lęk cywilizacyjny.

Tym osobom, które naprawdę czują wielki strach przed komornikiem, czy też skutkami prowadzonej przezeń egzekucji, polecam niniejszy tekst. Od czego zatem zaczynamy? Od początku, to jest wracamy do pierwszego akapitu publikacji. Mowa o sytuacji kiedy prosta arytmetyka pokazuje, że brakuje nam do pierwszego. Chyba, że odpuścimy spłatę zobowiązań finansowych. Poniższą radę, z poprzedniej części mojego poradnika warto sobie uwewnętrznić, więc ją powtarzam:

Skoro nie masz środków na spłatę kredytu, to go nie spłacaj!

No dobrze, decyzja podjęta. Nie płacę raty. Co dalej? Wkrótce bank zacznie się o spłatę długu dopominać. Słabo to znosisz psychicznie? No to nie wchodź z windykacją w żadne rozmowy i tłumaczenia. Nie musisz odpowiadać również na żadne maile czy sms-y. A jeśli będzie chciał cię odwiedzić windykator terenowy, potraktuj go jak intruza i pod żadnym pozorem nie wpuszczaj do domu! Nie podejmuj z nim żadnych rozmów. A jak będzie namolny, dzwoń na policję lub poszczuj psem. Twój dom – twoja twierdza.

Nie oznacza powyższe, że zupełnie odcinamy się od kredytodawcy. Jest dokładnie odwrotnie: jesteśmy bardzo aktywni, ale stosując tylko jeden, jedyny sposób kontaktu z bankiem – list polecony. Treść kolejnych korespondencji nie może być przypadkowa, ale to już pozwolę sobie zachować w tajemnicy, jako istotny element know-how mojej działalności.

Wysyłaj do banku choćby puste koperty

Jak zatem długo taka korespondencja może trwać? Średnio około od 10 do 12 miesięcy. Ale zdarza się czasem, że taka „zabawa” trwa ponad 2 lata. Po cóż więc takie pisanie, skoro jest wiadome, że bank i tak na nic się nie zgodzi? No właśnie: w tym miejscu wtrącę niezwykle istotną informację, o czym spora część dłużników nie wie. Otóż komornik nie może wejść do „akcji”, jeśli wcześniej wierzyciel (czyli kredytodawca) nie uzyska tytułu do prowadzenia egzekucji. A takowy może powstać dopiero po wygranej sprawie w sądzie, gdzie zawsze możemy bronić się w dwóch instancjach. Uwaga! Wcale nie jest pewne w takim sporze, kto będzie zwycięzcą – temat ten omówię w innej części poradnika.

Teraz już pewnie się domyślasz, po co była ta pisanina. Dopóki z bankiem korespondujesz, broniąc się odpowiednio długo przed uprawomocnieniem się wypowiedzenia umowy, wierzyciel nie może iść do sądu. Zasypując więc kredytodawcę listami, zwalniasz znacząco tempo jego działań, których celem jest odzyskanie należności.

Stosując opisaną metodę – masz mniej więcej rok do przodu. Nie spłacasz w tym czasie kredytu (jednego lub więcej). Ale nic ci nie grozi, bowiem to wciąż etap przedsądowy. Co dalej? W końcu sprawa skierowana jest do sądu (druga opcja – bank dług sprzedaje, to wariant dla ciebie znacznie korzystniejszy!) i tam znowu nie można być biernym. Każde sądowe pismo wymaga odpowiedzi. Taki proces – nawet jak sprawa jest niemożliwa do wygrania – można przeciągać przez minimum 2 lata. Jak dodasz do tego 12 miesięcy wymiany korespondencji z bankiem – masz 3 lata świętego spokoju. Żaden komornik w tym czasie na pewno cię nie odwiedzi.

Komornik w dom, a tu … nic nie ma!

No tak, pewnie mi powiesz, ale po tych 3 latach egzekucja się rozpocznie, więc wszystko mi zabiorą. Nie masz racji. Komornik może zabrać ci tylko to, co w danym momencie jest twoją własnością! Skoro daję ci trzy lata spokoju, musisz zadbać o to, aby w momencie przewidywanego rozpoczęcia egzekucji, twój majątek miał wartość dokładnie zero złotych, a twoje dochody mają w tym czasie być zwolnione od zajęć komorniczych.

Nie umiesz sobie tak zorganizować życia? Rozumiem, tej wiedzy nie wysysa się z mlekiem matki. Pomóc może ci stosowanie zaawansowanych technik antywindykacyjnych – a ta dziedzina rozwija się naprawdę dynamicznie.

Przyznaję się bez bicia, że powyżej przedstawiona analiza nie jest pełna. Nie poruszyłem m.in. tematu kredytów zabezpieczonych (hipotecznie czy przez poręczenie). W takich sytuacjach decyzja o zaprzestaniu spłaty jest znacznie trudniejsza i zawsze wymaga dokładnego rachunku zysków i strat. Na pewno kiedyś i do tych tematów wrócę w kolejnych częściach.

Prawdą jest także, że nie w każdym przypadku ochrona dochodów jest prosta. Niemniej jednak daję ci na to co najmniej 36 miesięcy. To naprawdę mnóstwo czasu, aby swoje życie przeorganizować i wypaść z „radaru komornika”.

Oszustom i cwaniakom – dziękujemy!

Raz jeszcze przypominam, że klientami kancelarii antywindykacyjnych nie są cwaniacy czy osoby wyłudzające bankowe kredyty. Nasz statystyczny klient to uczciwy, szary obywatel, któremu powinęła się noga w finansach. I najczęściej miało to miejsce zupełnie bez jego winy. Na przykład wskutek choroby. Dla takich osób nie ma ratunku, jeśli nie uwolnią się psychicznie od narzucanego nam przez system obowiązku, że kredyty trzeba spłacać.

Zdaję sobie sprawę, że proponowane działania mocno są sprzeczne z obowiązującą powszechnie poprawnością polityczną i przyjętymi normami społecznymi. Gdybyś wpadł w poważne tarapaty finansowe i wówczas odrzucisz moje rady, no to cóż, twój wybór. Być może będziesz wtedy wolał zostać owieczką zarżniętą przez system – działaj po swojemu i zignoruj moje rady.

Ale jeśli masz choć trochę wątpliwości, przynajmniej przeczytaj następny odcinek Poradnika - oczywiście także na WPROST PREMIUM - który ukaże się już za tydzień pod takim oto tytułem:

„Moralność długu. Moralność dłużnika”

Artykuł został opublikowany w 22/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

//