Miałem wirusa: Jak się nim zaraziłem i jak się z niego wyleczyłem

Miałem wirusa: Jak się nim zaraziłem i jak się z niego wyleczyłem

Wirus HCV (fot. Getty Images)
Choroba groźna, w której od tamtej pory, zaczytywałem się dniami i nocami. Co mi grozi: zwłóknienie wątroby, marskość, wodobrzusze, na encefalopatii wątrobowej kończąc, gdzie wirus uderza w mózg, ma się urojenia, omamy, i człowiek kończy swój żywot.

Maseczka to kaganiec. Pandemia to plandemia. Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny, to „Pink Ass” - czyli z angielskiego na polski: Różowa dupa. To ABC antymaseczkowców. Ludzi, którzy nie wierzą w to, że jakikolwiek wirus istnieje. Mówią: Skoro go nie widać, ani nie słychać, to jak może gdziekolwiek być? Ci, którzy w niego wierzą, zostali oczadzeni. Są jak niewolnicy z XIX-wiecznej Alabamy. Mają koronapierdolca. Powinni wyzbyć się lęku. Zrzucić kaganiec. Pokonać strach.

To może ja coś powiem. Dwa lata temu, kiedy nikt o żadnym koronawirusie nie słyszał, zrobiłem sobie podstawowe badania kontrolne. Cukier, morfologię, tarczycę, wątrobę. Próby wątrobowe wyszły słabo. Lekarz doradził, żebym zmienił dietę, zaczął się więcej ruszać. Posłuchałem, schudłem, chociaż nigdy nadwagi nie miałem. Znowu się zbadałem i znowu wyszło to samo. Z wątrobą było źle. Były dalsze badania aż w końcu wyszło, że mam HCV, czyli wirusowe zapalenie wątroby typu C.

Choroba groźna, w której od tamtej pory, zaczytywałem się dniami i nocami. Co mi grozi: zwłóknienie wątroby, marskość, wodobrzusze, na encefalopatii wątrobowej kończąc, gdzie wirus uderza w mózg, ma się urojenia, omamy, i człowiek kończy swój żywot.

Nie wiedziałem skąd to się wzięło. HCV przenosi się przez krew. Czytałem, że narażeni są ci, którzy mieli przetaczaną krew, dializy, przeszczepiane narządy. Nigdy mnie to nie spotkało. Dalej: ci, co przekłuwają sobie uszy (kolczyków nie mam żadnych), co biorą narkotyki (nigdy nie brałem), którzy robią sobie tatuaże (nie mam żadnych), którzy mieli operacje (nie miałem). Im głębiej, tym więcej podejrzeń. Można się zarazić u dentysty, u fryzjera, u kosmetyczki. Od kolegi, który ma przecięty naskórek, od koleżanki, która ma przeciętą wargę. Potencjalnie praktycznie od każdego.

Antymaseczkowcy śmieją się, że COVID-19 może przebiegać bezobjawowo. A HCV też w wielu przypadkach przebiega bezobjawowo. Nie miałem żadnych symptomów. I nie wiem od ilu lat go w sobie nosiłem. Może miesiąc, może rok, może 30 lat. Bez bólów brzucha, nudności, problemów gastrycznych. Mogę powiedzieć, że czułem się zmęczony, ale co to za objaw? Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Gdyby nie próby wątrobowe, a później poszukiwanie przyczyn kiepskich wyników, pewnie przez wiele lat o HCV nigdy bym nie wiedział. Tak jak większość chorych, którzy o wirusie dowiadują się już w ostatnim stadium, kiedy mają marskość wątroby. Czasem nawet próby wątrobowe nie wykazywały, że mogą mieć wirusa.

Zgodnie z procedurą, trafiłem na obserwację do szpitala zakaźnego. Trzyosobowa sala. Obok mnie młody chłopak z tatuażem Kubusia Puchatka na nodze. Wylądował z HCV, bo lubił siłownie i kłucie się igłą z anabolikami. Na łóżku po mojej lewej stronie zakonnik, który zachorował na HCV w latach 90. Zasypiał z obrazkiem Matki Boskiej Fatimskiej położonym na ugiętych klanach. Już żegnał się z życiem. „Trzeba na coś umrzeć, Panie Szymonie. Pan ma szczęście”. Wątroba kompletnie mu nie działała. Kiedy jest niewydolna, dochodzi do zaburzenia gospodarki płynowej organizmu. W jamie otrzewnej gromadzi się płyn powodujący wodobrzusze. Co rano mojemu sąsiadowi z sali odciągano przez sączek do miski kilka litrów wody z brzucha.

Dzisiaj wiem, o czym mówił, że to ja mam szczęście. On nie zdążył. Nie zdążył na leczenie. Kiedyś nieuleczalna choroba, od paru lat jest uleczalna. Bez operacji, bez zabiegów, nawet bez zastrzyków. Bez interferonu, drastycznej kuracji WZW-C, która doprowadziła do wielu samobójstw, rozwodów i rodzinnych tragedii. Teraz wystarczy jedna tabletka dziennie. I tak przez trzy miesiące. Dzięki postępowi medycyny śmiercionośny wirus stał się uleczalny. I ja też się z niego wyleczyłem. Dlatego dzisiaj noszę maseczkę. I nigdy nie powiem, że wirusa nie ma, bo go nie widać i nie słychać.

Artykuł został opublikowany w 34/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

//