Jak pozwać bank? Ważne informacje dla „frankowiczów”

Jak pozwać bank? Ważne informacje dla „frankowiczów”

Franki szwajcarskie
Franki szwajcarskie / Źródło: Fotolia / fot. megakunstfoto
Czy w sporze frankowym sąd może przyznać kredytobiorcy rację a mimo to oddalić jego powództwo? Tak wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego wydanego na tle tzw. sprawy frankowej (wyrok z 15 września br., sygn akt III CZP 87/19). Okazuje się bowiem, że nie wystarczy pozwać banku – trzeba to zrobić w odpowiednim stylu. Witaj w świecie profesjonalnych pełnomocników procesowych, gdzie z jednej strony mamy życie, a z drugiej – procedurę sądową.

2010 rok – miało być tak pięknie

14 grudnia 2010 r. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK) stwierdził ostatecznie, że klauzule zawarte w umowach Banku Millennium S.A. odnoszące się do franka szwajcarskiego są krzywdzące dla konsumenta, a co za tym idzie mają tzw. abuzywny charakter. Sąd za niesprawiedliwe uznał w umowach banku dwie kwestie – przeliczanie kapitału kredytu ze złotówek na franki po kursie kupna a wysokości spłacanych rat po kursie sprzedaży, co oznacza pobieranie przez bank wynagrodzenia za wymianę waluty, oraz fakt, że kursy walut, po których dokonywano tych przeliczeń były jednostronnie ustalane przez bank.

Czytaj też:
Bank pozwał frankowiczów o 4 miliony złotych! Tak wpadli w pułapkę

Wydawało się wówczas, że już niewiele dzieli kredytobiorców od ostatecznej wygranej w kwestii kredytów frankowych. Okazało się jednak, że był to bardzo ważny aczkolwiek pierwszy krok na drodze kredytobiorców do życia wolnego od wahań kursu franka szwajcarskiego.

Sąd zbada każdą sprawę z osobna

Szybko kredytobiorcy odkryli, że uznanie klauzul umownych za niedozwolone przez SOKiK ma skutek tylko na przyszłość. Oznacza to, że Bank Millennium S.A. (i tylko ten bank) po ogłoszeniu wyroku nie może zawierać podobnych klauzul w swoich umowach. Znakomita większość kredytów waloryzowanych frankiem szwajcarskim została jednak zawarta przed rokiem 2010. W wypadku tych umów sąd powszechny musi zbadać każdy przypadek z osobna i stwierdzić, czy również w ich konkretnych okolicznościach klauzule przeliczeniowe są rażąco krzywdzące dla konsumenta.

Oczywiście wyrok SOKiK jest tutaj dużym wsparciem (zarówno w sprawach Banku Millennium S.A. jak i innych kredytodawców), jednak dla sądu rozpoznającego indywidualne przypadki wyrok ten nie jest wiążący. Dodatkowo w tym momencie ujawniło się nowe wyzwanie – procedura. Gdy kogoś pozywamy musimy zwerbalizować nasz roszczenie. Np. jeśli sąsiad nie oddał nam pożyczonych 5 000 zł to nasze roszczenie w pozwie brzmi: „wnoszę o zasądzenie od pozwanego na rzecz powoda kwoty 5 000 zł”. A o co pozwać bank?

Nieodpowiedni pozew może słono kosztować

Pierwszym właściwym roszczeniem zdawało się pozwanie banku o ustalenie nieważności umowy. Przyszłość jednak pokazała, że takie rozwiązanie kryje wiele pułapek, których nie można było przewidzieć na moment składania pozwu. Jedną z nich obnażył wyrok Sądu Najwyższego z 15 września. Wynika z niego, że jeśli klient wniósł o ustalenie nieważności umowy a sąd stwierdzi, że sama umowa jest co prawda ważna, ale strony powinny ją dalej wykonywać jako kredyt złotówkowy to przy tak brzmiącym pozwie sąd może tylko... oddalić powództwo w całości. Klient może ponownie wytoczyć proces bankowi – tym razem o stwierdzenie nieważności samych klauzul przeliczeniowych, jeśli starczy mu determinacji.

Czytaj też:
Kancelarie prawne biją się o tych klientów. Chodzi o gigantyczne długi

To tylko jedna z wielu pułapek proceduralnych, na które można natrafić pozywając bank. Oczywiście jest jedno proste remedium kuszące wielu kredytobiorców – zaprzestać spłacania rat i oczekiwać na pozew z banku. Przyznam, jako pozwany frankowicz ma wiele „z głowy” a sam proces jest dla niego przynajmniej na początku tańszy i możliwe, że przebiegnie szybciej. Jest to jednak rozwiązanie dla ludzi o mocnych nerwach i ciekawy temat do rozwinięcia w przyszłości.

Magdalena PLEDZIEWICZ: Radca prawny zajmująca się obroną klientów instytucji finansowych w sporach sądowych. Prawo na UMK w Toruniu ukończyła w roku 2011, od 2015 r. wpisana na listę radców prawnych przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Toruniu pod nr Tr-1079. Od 2016 r. zajmuje się wyłącznie sprawami związanymi z rynkiem finansowym ze szczególnym uwzględnieniem ochrony praw konsumenta w sporach z instytucjami finansowymi. W latach 2019-2020 ekspert zewnętrzny w biurze Rzecznika Finansowego. Właścicielka Pledziewicz Kancelarii w Toruniu.
Źródło: Wprost
 0

//