Niskie zarobki, przepracowanie i walka o przyszłość. Dramat polskich pielęgniarek

Niskie zarobki, przepracowanie i walka o przyszłość. Dramat polskich pielęgniarek

Protest pielęgniarek w Gdańsku
Protest pielęgniarek w Gdańsku / Źródło: Newspix.pl / fot. Michał Fludra
– W marcu pandemia mogła nas zaskoczyć, ale już jesienią powinniśmy mieć gotowy plan walki z koronawirusem – mówi Zofia Małas, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. W rozmowie z „Wprost” podkreśla także, że sytuacja pielęgniarek w Polsce jest dramatyczna. Ta grupa zawodowa w dobie COVID-19 poza samym wirusem musi zadbać o swoją przyszłość, bo m.in. kończy się teraz czas podwyżek tzw. „zembalowego”.

Jak dziś wygląda realna sytuacja pielęgniarek?

Zofia Małas prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych: Epidemia zaskoczyła nas wszystkich i w marcu, i teraz – jesienią. W tej chwili najtrudniejsze wydają się być problemy kadrowe. Bardzo duża część personelu pielęgniarskiego i położniczego „wypada” z grafików ze względu na kwarantannę czy izolację. Organizacja pracy to ogromne wyzwanie, zarówno w szpitalach, POZ, jak i w tak zwanej otwartej opiece pielęgniarskiej. Pielęgniarki sprawujące opiekę nad pacjentem w środowisku domowym stają przed gigantycznym wyzwaniem – chorzy w ciężkim stanie są wypisywani do domu, bo szpitalne łóżka potrzebne są dla chorych na COVID-19.

Problemem jest zatem kwestia zabezpieczenia kadry pielęgniarskiej nie tylko w szpitalach covidowych, ale i na oddziałach, które muszą pracować na bieżąco – chodzi o onkologię, kardiologię, kardiochirurgię, intensywną opiekę. Nie możemy koncentrować się wyłącznie na koronawirusie.

Pielęgniarki, położne zaczynają zwracać uwagę na to, że w wielu miejscach zaczyna już brakować środków ochrony indywidualnej. Często powtarzam powiedzenie „w czasie pokoju szykuj się na wojnę”, bo uważam, że przygotowanie się na wypadek ziszczenia się najczarniejszych scenariuszy to nasz obowiązek. Za nami okres wakacyjny, gdy należało maksymalnie „uzbroić się” na tę wojnę, czyli jesienny wzrost zachorowań. Oczywiście, że nikt się nie spodziewał aż takiego przyrostu liczby chorych, ale powinniśmy dziś być przygotowani logistycznie. Jeżeli we wrześniu zlikwidowane zostały szpitale jednoimienne, a w październiku trzeba było je reaktywować, to aż prosi się o zadanie retorycznego pytania, czy tamte działania były zasadne.

Artykuł został opublikowany w 40/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

//