Plan awaryjny PiS. Jaki był pomysł, gdyby rząd stracił większość

Plan awaryjny PiS. Jaki był pomysł, gdyby rząd stracił większość

Jarosław Kaczyński i Jan Krzysztof Ardanowski
Jarosław Kaczyński i Jan Krzysztof Ardanowski / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Ostatnie perturbacje w klubie PiS zmusiły kierownictwo ugrupowania do szukania polityków, którzy mogą zastąpić partyjnych buntowników. Najłatwiej było ich pozyskać wśród posłów Kukiz'15, którzy są w Koalicji Polskiej.

Po wtorkowej deklaracji posła Lecha Kołakowskiego o odejściu z PiS, Jarosław Kaczyński postanowił załagodzić sytuację. Kierownictwo partii umorzyło postępowanie dyscyplinarne w stosunku do kilkunastu posłów, którzy głosowali przeciwko „Piątce dla zwierząt”. Polityk spotkał się z prezesem partii i ogłosił, że jego członkostwo jest sprawą otwartą. Kolejny buntownik, były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, również złagodniał po rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim.

Prezes PiS do końca nie był jednak pewien czy uda mu się zażegnać konflikt w klubie, bo, jak ustalił „Wprost”, kierownictwo ugrupowania od kilku tygodni szykowało plan awaryjny na wypadek, gdyby doszło do rozłamu.

– Po wywiadzie Lecha Kołakowskiego, który na początku tygodnia ogłosił, że odchodzi, w klubie wcale nie zapanowało przerażenie. Bo od kilku tygodni Jarosław Kaczyński jest przygotowany na wariant wyjścia paru polityków. Jeśliby do tego doszło, zamierzał ich zastąpić politykami od Kukiza. Jest tam kilku ochotników, którzy chętnie przeszliby do PiS-u – opowiada nasz informator, który zaznacza, że ten plan B zakładał też spore ryzyko.

– Nawet jeśli Jarosław Kaczyński zdecydowałby się na transfer kukizowców, to trzeba pamiętać, że oni w swoich decyzjach politycznych są nieprzewidywalni i w klubie podczas głosowań, nie zawsze będzie można na nich liczyć – opowiada.

Artykuł został opublikowany w 43/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1
  •  
    U.S. Prezydent Harry S. Truman mial na swoim biurku w Oval Office tabliczkę z napisem: "The buck stops here".
    Pozwolę sobie PiSowcom wyjaśnić ze to powiedzenie przekazuje zwięźle, że ten kto podejmuje decyzje ponosi ostateczną odpowiedzialność za te decyzje.
    Może uzmysłowi PiSowcom i Kaczynskiemy lepiej, że w Norymberdze w 1945 roku, sąd nie uznawał tłumaczenia "wykonywałem rozkazy". Bo ten co wykonuje rozkaz ponosi odpowiedzialność za to co robi (ang. responsible), a ostateczną odpowiedzialność ponosi ten co wydal rozkaz (ang. accountable). Kaczynski może jedynie próbować zwalić na Dudusia.

    //