Propozycja KNF dla frankowiczów. „Włos jeży się na głowie. To napuszczanie jednych na drugich”

Propozycja KNF dla frankowiczów. „Włos jeży się na głowie. To napuszczanie jednych na drugich”

Protest frankowiczów na Długim Targu w Gdańsku
Protest frankowiczów na Długim Targu w Gdańsku / Źródło: Newspix.pl / Michał Fludra/Newspix.pl
Rozwiązanie Komisji Nadzoru Finansowego wzbudziło duże zainteresowanie. Tylko, czy do przeprowadzenia takiej operacji trzeba używać tak tępego noża?

Mija już tydzień od głośnej propozycji przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie rozwiązania problemu kredytów frankowych. Zmiany ich w tradycyjne kredyty złotówkowe oprocentowane na stopie WIBOR. W tej kwestii zdążyli wypowiedzieć się już chyba wszyscy. Wszelkiej maści instytucje, które twierdzą, że to godny pochwały krok do pojednania stron konfliktu zanim ich wojna zniszczy sektor finansowy i sparaliżuje wymiar sprawiedliwości. Wypowiedzieli się też pełnomocnicy frankowiczów, że proponowane rozwiązanie niewiele zmieni, a ich potencjalni klienci dalej będą w niekorzystnej sytuacji jeśli zawrą taką ugodę z bankiem.

Czytaj też:
KNF ma propozycje dla frankowiczów. Prezes NBP Adam Glapiński: Wymagają skonkretyzowania

Słowem, wszyscy skupili się na samej propozycji i jej ewentualnych konsekwencjach. Tymczasem warto zwrócić uwagę na argumentację, którą KNF podbudowuje swoje stanowisko. Argumentację, na widok której serce prawnika krwawi, a każdemu szanującemu się obywatelowi włos powinien zjeżyć się na głowie.

Wielki nieobecny - złotówkowicz

Komisja Nadzoru Finansowego z pewnością zna prawne podstawy konfliktu i przyczyny, dla których sądy stwierdzają nieważność kredytów frankowych. Tym bardziej dziwi, dlaczego tak poważna instytucja w debacie publicznej zbacza w kierunku polityki i pierwotnych ludzkich instynktów. W argumentacji tego, jak zażegnać konflikt frankowiczów z bankami króluje bowiem ktoś, kto nie jest stroną tej wojny – złotówkowicz.

Przewodniczący KNF przedstawiając swoją propozycję stwierdził, że rozwiązanie problemu powinno zapewnić poczucie sprawiedliwości kredytobiorcom złotowym, którzy nie mogą znaleźć się w gorszej pozycji, niż gdyby przed laty zdecydowali się na hipotekę walutową.

Powyższe stanowisko całkowicie pomija przyczyny, dla których umowy kredytów frankowych uznawane są za nieważne, tj. samowolę banku w ustalaniu wysokości zobowiązania konsumenta – zarówno kapitału kredytu jak i spłacanych rat. Umowy kredytów złotowych po prostu nie zawierają takich wad, dlatego nie mogą być uznane za nieważne.

Czytaj też:
Banki znalazły sposób na frankowiczów? Wyrok sądu może nie wystarczyć

„Kredyt darmowy”

W opinii KNF skutkiem stwierdzenia nieważności umowy kredytu frankowego jest powstanie kredytu darmowego, który „nie znajduje podstaw w prawie cywilnym”. O ile z pierwszą częścią tego zdania należy się zgodzić, o tyle z drugą już zdecydowanie nie.

Powstały po unieważnieniu umowy kredytu frankowego swoisty kredyt darmowy znajduje głębokie podstawy w prawie cywilnym, a konkretnie w art. 405 i 410 kodeksu cywilnego. Zgodnie z tymi przepisami jedna strona umowy ma obowiązek zwrotu drugiej stronie tzw. świadczenia nienależnego, za które uznaje się kwoty uiszczone w wykonaniu umowy uznanej następnie za nieważną.

Nie budzi wątpliwości w polskim (i nie tylko) sądownictwie, że skutkiem nieważności umowy jest obowiązek zwrócenia sobie wzajemnie przez strony tego, co sobie świadczyły. W wypadku umowy kredytu bank powinien otrzymać kwotę złotych, którą klientowi wypłacił, a klient powinien otrzymać z powrotem kwoty, które zapłacił do banku – w polskiej lub szwajcarskiej walucie. Podobne wyroki zapadają w innych sprawach niż frankowe od lat i nie budzą wątpliwości.

Jest jeszcze jeden przepis w systemie prawa cywilnego, którego KNF nie dostrzega. To art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim. Zgodnie z tym przepisem, jeśli kredytodawca uchybi konkretnie wymienionym obowiązkom, np. nie umieści w umowie RRSO albo obciąży klienta zbyt wysokimi kosztami kredytu, wówczas konsument ma prawo skorzystać z tzw. sankcji kredytu darmowego, tj. oddać tylko zaciągnięty kapitał – bez odsetek i innych kosztów.

Tylko dwa przedstawione wyżej przypadki są wystarczające, by udowodnić, że twierdzenie KNF o braku podstaw w prawie cywilnym dla instytucji kredytu darmowego jest, delikatnie mówiąc, nieprawdziwe.

Poza tym nieważność umowy skutkująca kredytem darmowym ma uzasadnienie w prawie unijnym. Jest to sankcja dla przedsiębiorcy za wykorzystywanie swojej przewagi kontraktowej wobec konsumenta i ma mieć efekt odstraszający. Czy banki bałyby się umieszczać w swoich umowach niedozwolone klauzule, gdyby wiedziały, że nie zostaną wobec nich wyciągnięte dotkliwe konsekwencje?

Czytaj też:
Unieważnienie kredytu frankowego bez żadnej rozprawy? To nie sen

KNF stać na więcej

Co do samej propozycji KNF trzeba stwierdzić, że wzbudziła duże zainteresowanie. Trudno się dziwić skoro jest sensowna i w wielu wypadkach może stanowić kompromis miedzy bankiem a klientem. Z pewnością nie jest to rozwiązanie kompleksowe ale może znacznie załagodzić problem frankowy. Tylko czy do tej operacji trzeba używać tak tępego noża? W rozwiązaniu konfliktu zainteresowani są przede wszystkim jego uczestnicy i istnieje szereg argumentów, których KNF może użyć, a które dotyczą wyłącznie banków i frankowiczów. I tak klient uzyskałby wolność od ryzyka kursowego na przyszłość i to bez konieczności ponoszenia kosztów procesu sądowego. Banki z kolei przynajmniej część kredytów utrzymają w mocy i nie będą ponosić w ich zakresie ryzyka kredytu darmowego.

Czytaj też:
Czy udzielanie kredytów frankowych było „moralne”? Są dokumenty, które temu przeczą

Owszem, grupa kredytobiorców frankowych nie jest jednolita. Najprawdopodobniej propozycja KNF nie obejmie osób, które spłaciły już kredyt albo przeciwnie, które utraciły swoje domy w wyniku licytacji komorniczej, bo nie były w stanie spłacać rosnących rat. Na sąd będą również skazani przedsiębiorcy, bo o korzystne wyroki w ich sprawach ciągle jest trudniej, co nie sprzyja wypracowaniu sensownej ugody z bankiem. Istnieje też grupa osób, które czują się oszukane i do końca będą dochodzić sprawiedliwości przed sądem. Jednak co do zasady frankowicze chcą pokoju. Tyle, że dziś, wobec braku sensownych propozycji ugodowych, zmuszeni są działać według makiawellowskiej maksymy - chcesz pokoju? Szykuj się na wojnę.

Przyszłość pokaże czy rzeczywiście konkretne propozycje ugodowe, bądź to w trakcie procesów sądowych, bądź na etapie reklamacji klienta, będą składane. W obecnej chwili wszystko zależy od działań zarządów banków.

Wracając jednak do argumentacji KNF - przykład idzie z góry. Jeśli ze strony elit rządzących słyszymy argumenty odwołujące się do emocji, taki będzie nasz kraj - podzielony i barbarzyński a ludzie napuszczeni na siebie nawzajem. Retoryka odwołująca się do emocji a nie racjonalnych argumentów jest bardzo niebezpieczna. Jeśli przyklaśniemy takiej argumentacji, otworzymy furtkę do samowoli w dziedzinie prawa. Nie będziemy już pewni swoich praw, bo zawsze będzie można odmówić nam ochrony zasłaniając się niesprawiedliwością w stosunku do osób, których nasz problem nie dotyczy… zawsze znajdzie się ktoś w gorszej sytuacji. Historia niestety zna wiele przypadków, w których emocje w debacie publicznej wzięły górę nad dialogiem. Nie są to szczęśliwe czasy ani okresy, gdzie szanowało się prawa człowieka. Oby nigdy nie wróciły czasy, gdy rządzący zaczynali swój wywód od słów: „Nadszedł czas, żeby równość przeszła jak kosa po wszystkich głowach”.

Czytaj też:
Rekordowa wygrana frankowiczów. Sąd oddalił pozew Getin Noble Banku na ponad 5 mln zł!


Magdalena PLEDZIEWICZ: Radca prawny. Prawo na UMK w Toruniu ukończyła w roku 2011, od 2015 r. wpisana na listę radców prawnych przy Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Toruniu pod nr Tr-1079. Od 2016 r. zajmuje się sprawami związanymi z rynkiem finansowym ze szczególnym uwzględnieniem ochrony praw konsumenta w sporach z instytucjami finansowymi. W latach 2019-2020 ekspert zewnętrzny w biurze Rzecznika Finansowego. Właścicielka Pledziewicz Kancelariiw Toruniu.
Źródło: Wprost
-
 8