Mariusz Czajka: Rozumiem żebrzących na ulicach. Za chwilę aktorzy będą umierali z głodu

Mariusz Czajka: Rozumiem żebrzących na ulicach. Za chwilę aktorzy będą umierali z głodu

Mariusz Czajka w czasie spektaklu z okazji 30-lecia musicalu „Metro”
Mariusz Czajka w czasie spektaklu z okazji 30-lecia musicalu „Metro” / Źródło: Newspix.pl
W Buffo pracujemy na śmieciówkach. Teatr dostał jakieś dotacje, dwa razy poprosiłem o pomoc. Na pogrzeb mamy, od pana Stokłosy i Józefowicza, dostałem 2 tysiące. Musiałem złamać kręgosłup, schylić się i błagać o pomoc. Ja, człowiek z 45-letnim doświadczeniem artystycznym, z 6. tysiącami spektakli na koncie, musiałem to zrobić – mówi w rozmowie z „Wprost” Mariusz Czajka, aktor, który zorganizował w sieci zbiórkę na pogrzeb mamy.

Z czego pan żyje?

Za chwilę minie rok lockdownu. Spadło to na nas wszystkich jak grom z jasnego nieba. Brać artystyczna, która gra w teatrach została sparaliżowana, dziś jesteśmy właściwie bez dochodów. Mówię to i w imieniu własnym, i w imieniu innych koleżanek i kolegów, którzy przymierają głodem.

Gdy przyszła pandemia, wystąpiłem o pomoc do ZUS-u i ministerstwa kultury. Z ministerstwa dostałem 1800 złotych, z ZUS-u 2 tysiące. I to wszystko „od państwa” na 11 miesięcy pandemii.

Od kilku miesięcy piszę kolejne pisma do ministerstwa, ale ani grosza, ani odpowiedzi nie dostałem. Mam wrażenie, że „Majteczki w kropeczki” są bardziej cenione, niż aktorzy pozamykanych od miesięcy teatrów. To świadczy o upadku moralnym i kulturalnym tego kraju. Za moment fala discopolowo-kabaretowa zaleje nas tak, że cofniemy się do epoki kamienia łupanego. Zresztą polska kultura schodzi na psy od momentu, gdy nad Wisłą pojawiło się zjawisko pt. „Big Brother”.

Mówi pan, że artyści przymierają głodem, ale to pan musiał prosić o pomoc w pochówku własnej matki.

Od ponad 45 lat gram na scenie, zagrałem ponad 6 tysięcy przedstawień. Teoretycznie, w opinii innych, powinienem mieć gigantyczne oszczędności i być zamożnym człowiekiem. A prawda jest taka, że w związku z dwoma kredytami, w tym jednym we frankach, alimentami i do niedawna opieką nad niepełnosprawną mamą, moje koszty utrzymania są potężne.

Wszystko, co zarabiałem w ostatnich latach, schodziło na bieżąco. A ja tyrałem na trzy zmiany. Do marca zeszłego roku grałem po 2 przedstawienia dziennie, a wcześniej jeszcze szedłem nagrywać dubbing. To była ciężka tyrka, ale zarabiałem. Gdybym dziś też mógł zarabiać, nie miałbym podstaw, by klęknąć przed ludźmi i żebrać na pochówek mojej mamy, do czego doszło.

Artykuł został opublikowany w 5/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 5