Afera wokół „Dalej jest noc”. „Status naukowca nie zwalnia od odpowiedzialności za słowa”

Afera wokół „Dalej jest noc”. „Status naukowca nie zwalnia od odpowiedzialności za słowa”

Okładki dwóch tomów „Dalej jest noc”
Okładki dwóch tomów „Dalej jest noc”
Temat współudziału Polaków w Zagładzie, jaką zgotowali Żydom Niemcy w czasie II Wojny Światowej, od dekad rozpala umysły nie tylko historyków czy publicystów, ale także szerokie kręgi opinii publicznej w Polsce. Sprawa ta dawno już wymknęła się ramom historycznego dyskursu stając się kwestią polityczną zarówno w Polsce, jak i w relacjach polsko-izraelskich.

W ostatnich dniach temat badań nad udziałem Polaków w Holokauście wrócił ze zdwojoną siłą za sprawą wyroku warszawskiego sądu, który nakazał dwójce historyków, Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu sprostować informację, jaką zamieścili w swojej książce „Dalej jest noc”, o tym, że Edward Malinowski ograbił Żydówkę i przyczynił się do śmierci ukrywających się Żydów. Autorzy mają także przeprosić bratanicę Malinowskiego, która wytoczyła im tę sprawę sądową.

Natychmiast po ogłoszeniu wyroku podniosły się liczne głosy twierdzące, że przyczyni się on do ograniczenia wolności badań akademickich i debaty naukowej. Spory między naukowcami, jak argumentowano, powinny rozstrzygać się w drodze naukowych dyskusji i konfrontacji opinii, a nie na sali sądowej.

Wolność badań i dyskusji naukowych jest rzeczywiście wartością, której należy się zdecydowana ochrona. Nie może być miejsca na cenzurę czy inne ograniczenia, które krępowałyby swobodę działań naukowców. To oczywisty standard w każdym demokratycznym i praworządnym państwie.

Książka profesorów Engelking i Grabowskiego „Dalej jest noc”, która podsumowuje ważny projekt badawczy dotyczący losów Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce, jest bez wątpienia ważnym i cennym wkładem w opisywanie prawdy o Holokauście. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy, nie jest to praca dotycząca polskiej współodpowiedzialności za Zagładę. Współudział obywateli polskich w piekle, jakie zgotowali Żydom Niemcy, pojawia się w książce jako jeden z wątków, wcale nie najważniejszy. Temat ten pojawi się zresztą w niejednej jeszcze pracy, gdyż obok Polaków ratujących Żydów z narażeniem życia, byli niestety i tacy, którzy – z różnych przyczyn – przyczyniali się do śmierci swoich żydowskich współobywateli.

Czytaj też:
Nazistowskie symbole na murze żydowskiego cmentarza w Oświęcimiu

Jasne jest, że ten niezwykle delikatny temat budzi emocje. Wciąż żyją ludzie pamiętający tamten czas, zaś oswajanie się naszej zbiorowej świadomości z tym, że w czasie wojny była grupa Polaków zachowujących się haniebnie, nie jest procesem ani łatwym ani bezbolesnym. Sprawie nie sprzyja też wykorzystywanie jej w walce politycznej szczególnie przez niektóre środowiska prawicowe, którzy w opisywaniu ciemnych kart naszej historii widzą atak na Polskę.

Doświadczyła tego ostatnio choćby Katarzyna Markosz, redaktorka portalu Jewish.pl, która została przesłuchana przez funkcjonariuszy policji po tym, jak ktoś doniósł na nią do prokuratury zarzucając jej znieważenie narodu polskiego, za co grożą trzy lata więzienia.

Znieważenie to miało polegać na stwierdzeniu, że niechęć Polaków wobec Żydów była „nagminna” oraz że polski współudział w Zagładzie jest „faktem historycznym”.

Wolność badań naukowych, a także waga spraw, z jaką mierzą się historycy czy inny naukowcy, nie zwalnia ich jednak w najmniejszym stopniu od odpowiedzialności za słowo. Przeciwnie, zasięg ich publikacji oraz autorytet jaki za nimi stoi nakazują im szczególną staranność w weryfikowaniu faktów. Tej staranności zabrakło niestety autorom „Dalej jest noc”, którzy przedstawili jako rzecz udowodnioną wydawanie ukrywających się Żydów przez Edwarda Malinowskiego pomimo, że nie tylko nie mieli na to niezbitych dowodów, ale przeciwnie dysponowali rozbieżnymi w tej sprawie zeznaniami. To właśnie wytknął autorom książki warszawski sąd nakazując im sprostowanie nieścisłych informacji oraz przeproszenie bratanicy Malinowskiego. Jednocześnie sąd zdecydował, że naukowcy nie będą musieli płacić odszkodowania pozywającej ich kobiecie.

Czytaj też:
Pamiątki z terenu getta warszawskiego wywieziono do Izraela. Zawiadomiono prokuraturę

Orzeczenie sądu, wbrew licznym głosom, nie jest zamachem na wolność badań naukowych czy wolność słowa. Jest przypomnieniem oczywistego faktu, że status naukowca, choćby wybitnego, nie zwalnia od odpowiedzialności za słowa – szczególnie takie, które bez odpowiedniej podstawy oskarżają konkretnych ludzi o najcięższe zbrodnie.

Źródło: Wprost
 3

//